Dziennik Gazeta Prawana logo

Pracodawcy masowo łamią prawo pracy. Kiedy rząd przestanie wspierać śmieciówki? [OPINIA]

19 sierpnia 2018, 13:22
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
praca
praca/Shutterstock
Na polskim rynku pracy od lat prawo jest łamane na masową skalę i kolejne rządy nie podejmują akcji przeciwdziałających bezprawiu.

Zgodnie z artykułem 22 § 1 kodeksu pracy: „Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem”, ale w kolejnych paragrafach tego samego artykułu czytamy, że „zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy” i że „nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1”.

W prawie pracy nie ma więc swobody narzucania umów przez pracodawcę, a umowy o pracę i umowy cywilnoprawne nie są zastępowalne. Nie ma też dowolności w wyborze rodzaju pracy przez pracownika. Nawet gdy pracodawca twierdzi, że pracownik sam chciał być zatrudniony w ramach umowy nieetatowej, nie jest to żadne usprawiedliwienie. Gdy praca jest wykonywana w miejscu i czasie wskazanym przez pracodawcę oraz pracownik jest podporządkowany kierownictwu pracodawcy, to mamy do czynienia ze stosunkiem pracy. Zatrudnianie na inne rodzaje umów w sytuacji, gdy są spełnione kodeksowe warunki pracy etatowej, stanowi złamanie polskiego prawa i powinno być karalne.

Niestety w praktyce zapisy ustawowe są całkowicie martwe, a prawo jest łamane przez dziesiątki tysięcy firm przy niemal całkowitej bierności państwa. Skala umów niestandardowych rośnie, co w znacznej mierze dotyczy zatrudnienia, które zgodnie z prawem powinno być etatowe. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w 2016 r. 1,15 mln osób fizycznych prowadziło pozarolniczą działalność gospodarczą, nie zatrudniając pracowników na podstawie stosunku pracy (samozatrudnieni). W latach 2012–2015 liczba ta utrzymywała się na niezmienionym poziomie 1,1 mln osób, a w 2016 r. wzrosła o ok. 4,5 proc. Okazuje się zatem, że skala samozatrudnienia jest nie tylko bardzo duża, ale wręcz rośnie. Ponadto w 2016 r. było 1,25 mln osób, z którymi została zawarta umowa-zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie są nigdzie zatrudnione na podstawie stosunku pracy. Łącznie jest więc co najmniej 2,4 mln osób na umowach niestandardowych, a przecież do tego trzeba doliczyć szarą strefę oraz osoby pracujące w ramach darmowych lub półdarmowych staży.

Coroczne raporty Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) dowodzą, że skala bezprawia jest gigantyczna i niestety obserwujemy trend wzrostowy. Z danych PIP wynika, że ponad 25 proc. umów cywilnoprawnych zgodnie z polskim prawem powinno być etatami. Najwięcej skarg w tej sprawie wpływa od osób świadczących pracę w małych firmach z branży handlu i napraw, usług administracyjnych (m.in. sprzątanie, wynajem i dzierżawa, agencje zatrudnienia, organizacja turystyki) oraz przetwórstwa przemysłowego i ochrony mienia. W 2015 r. w podmiotach objętych kontrolą umowy cywilnoprawne z naruszeniem art. 22 § 1 k.p. najczęściej zawierane były w firmach budowlanych (48,9 proc. skontrolowanych umów), zajmujących się przetwórstwem przemysłowym (40,4 proc.), a także prowadzących działalność w zakresie handlu i napraw (32,3 proc.) oraz transportu i magazynowania (30,4 proc.). Łącznie nieprawidłowości dotyczyły 26,7 proc. umów.

PIP chwaliła się wtedy, że w wyniku jej interwencji 8100 pracownikom zamieniono śmieciówki na etaty, a kontrolowane zakłady pracy zatrudniały 100 197 pracowników, z czego 43 633 osoby wykonywały w nich pracę na podstawie umów cywilnoprawnych, natomiast 2008 w ramach prowadzonej przez siebie jednoosobowej działalności gospodarczej. Należy doceniać wysiłki PIP, jednak przy co najmniej 2,4 mln osób zatrudnionych w ramach umów nieetatowych zakres działań inspektorów wydaje się minimalny, a skala patologii olbrzymia. Rzeczywisty wymiar nieprawidłowości jest nieznany, ale prawdopodobnie dotyczy co najmniej kilkuset tysięcy osób.

W swoich raportach PIP przywołuje opinie pracodawców, którzy twierdzą, że łamią prawo, ponieważ zatrudnienie na podstawie umów o pracę jest bardzo kosztowne. Zamieniając etaty na umowy o dzieło, ograniczają wydatki na ubezpieczenie społeczne i nie ponoszą kosztów związanych z koniecznością finansowania choroby zatrudnionego, urlopów wypoczynkowych czy ochrony związanej z rodzicielstwem. Pracodawcy narzucający niestandardowe formy zatrudnienia nie muszą też dbać o przestrzeganie reguł prawa pracy dotyczących jej czasu oraz przepisów bhp. Inną „zaletą” umów nieetatowych wskazywaną przez pracodawców jest możliwość zakończenia współpracy z pracownikiem w dowolnym momencie bez ponoszenia żadnych kosztów. Innymi słowy, zamiana etatów na śmieciówki zmniejsza bezpieczeństwo pracy, pozbawia pracowników podstawowej stabilności zatrudnienia, odbiera prawo do urlopu, zmusza do pracy w trakcie choroby. Ten kierunek zmian jest szczególnie szkodliwy w takich branżach jak transport, służba zdrowia czy energetyka, gdzie wprowadzanie niestandardowych umów może być niebezpieczne zarówno dla pracowników, jak i dla odbiorców usług. Choroba albo przemęczenie lekarzy czy pilotów mogą doprowadzić do tragedii.

Część ekspertów twierdziła, że sytuacja poprawi się po wprowadzeniu minimalnej płacy godzinowej i kontroli jej wypłacania. Wskazywali, że zamiana śmieciówek na etaty będzie skutkiem kontroli przestrzegania przepisów odnoszących się do minimalnej godzinówki. Inspektorzy zaczęli bowiem sprawdzać, czy firma wypłaca ustawowe minimum, i weryfikować dokumentację dotyczącą godzin przepracowanych przez zleceniobiorcę. W ten sposób łatwo dostrzec, czy zatrudniony wykonuje obowiązki na zasadach, przy których należałoby zawrzeć klasyczną umowę o pracę, czy nie. Nie wydaje się jednak, że z kontroli przestrzegania wypłaty minimalnej godzinowej miałaby bezpośrednio wynikać zamiana śmieciówek na etaty. Dokumentacja dotycząca godzin pracy może jedynie sugerować, że w danym przypadku mamy do czynienia z podporządkowaniem charakterystycznym dla umowy o pracę – nie przesądza jednak o tym.

Z całą pewnością zamiana śmieciówek na etaty byłaby częstsza, gdyby to sami inspektorzy, a nie sądy, ustalali istnienie stosunku pracy. Propozycja zwiększenia uprawnień PIP była zgłaszana już wielokrotnie i od lat forsują ją związki zawodowe. Zgodnie z ich rekomendacjami, gdy umowa, na podstawie której pracownik wykonuje swoje obowiązki, nosi znamiona umowy o pracę, to PIP powinna mieć prawo do dokonania zmiany w trybie natychmiastowym. Firma, która nie zgadzałaby się z taką decyzją, mogłaby się odwołać do okręgowego inspektora pracy, a dopiero potem do sądu. W ten sposób to pracodawca musiałby udowodnić, że nie unikał umów o pracę i miał prawo stosować w danym przypadku kontrakt cywilnoprawny. Z pewnością byłby to dobry kierunek zmian, który przeciwdziałałby wszechobecnemu bezprawiu. Innym rozwiązaniem byłoby zobligowanie sądów do wydawania orzeczeń w sprawach o zamianę śmieciówki na etat w przyspieszonym trybie. Niestety wciąż nie ma zmian w tym zakresie, a kolejne rządy ulegają naciskom pracodawców, aby utrzymywać patologiczne status quo.

Aby znacząco ograniczyć skalę bezprawia, nie wystarczy zmiana przepisów. Potrzeba też zmiany postaw, ogólnopolskich kampanii na rzecz eliminacji śmieciówek i braku przyzwolenia na łamanie prawa. Tymczasem kolejne rządy lekceważą przypadki omijania prawa, a wręcz zachęcają do tego. W sektorze publicznym i spółkach Skarbu Państwa od lat obserwujemy bulwersującą sytuację utrzymywania licznych umów nieetatowych. Władza o tym wie i nie interweniuje. Uderzającym i skandalicznym przykładem promowania umów śmieciowych w spółkach Skarbu Państwa jest sytuacja w PLL LOT, gdzie już blisko połowa personelu pokładowego i lotniczego nie ma umów etatowych. Dzieje się tak, chociaż pracownicy zatrudniani „śmieciowo” mają dokładnie ten sam zakres obowiązków i rodzaj podległości, co pracownicy na etatach. Warto pamiętać, że PLL LOT to firma bezpośrednio podlegająca premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, a mimo to szef Rady Ministrów nie podejmuje żadnych działań na rzecz przywrócenia praworządności w spółce. Z całą pewnością dymisja obecnego zarządu PLL LOT i likwidacja wszystkich umów niestandardowych w firmie byłyby dobrym sygnałem dla całego rynku pracy. Ale żeby tak się stało, rząd musiałby zacząć traktować prawo poważnie, a my jako społeczeństwo powinniśmy protestować przeciwko gigantycznej skali bezprawia. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj