Dlatego też posłowie, którzy próbują uchwalić stosowną ustawę i jak zawsze ten problem ich przerasta, zamiast zrażać się swą przyrodzoną niekompetencją, muszą walczyć z oporem materii do zwycięskiego końca. Zaraz po Narodowym Święcie Niepodległości każdego roku powinien być Dzień Kaca Narodowego.

Termin idealny, a nasz naród naprawdę takiego święta bardzo potrzebuje. Spójrzmy wokół na jakże interesujące dla oka pobojowisko po ostatnich wyborach samorządowych. Ich wynik ułożył się tak, że wszystkie kluczowe partie polityczne mogą je ogłosić za swój sukces, po czym pogrążyć się w rozpaczy.

Grzegorz Schetyna, olśniewająco uśmiechnięty po ujrzeniu wyniku, który osiągnął w Warszawie Rafał Trzaskowski, przez następne dni przestał dawać oznaki życia. Ten stan niebytu pogłębiał się wraz z każdą kolejną wiadomością o nowym sejmiku, który dostało w swe pazurki Prawo i Sprawiedliwość. Zamiast jesiennego strząsania szarańczy z wojewódzkich drzew wyszło na to, że jest ona całkowicie odporna na potrząsania sceną polityczną w wykonaniu PO.

Generalnie te potrząsania bardziej się kojarzyły z podrygami (byle nie ostatnimi). Być może należy zmienić retorykę na bardziej obrazową. Każdy miłośnik filmu „Czas apokalipsy” wie, jak skutecznie z wszystkimi żyjątkami na drzewach i trawach radzi sobie napalm. Zamiast delikatnego słowa „trząść” w kolejnej kampanii wyborczej należy używać kombinacji słów: „oblejemy”, „wypalimy”, „eksterminujemy” plus zawsze dodawać – „napalmem”. A na podsumowanie dorzucić figlarnie: „dobijemy z helikopterów ogniem z karabinów maszynowych”.

Dzień Kaca Narodowego to idealny moment, by się wyciszyć i poszukać w sobie takich właśnie optymistycznych wizji na przyszłość. Z tej samej okazji powinni skorzystać uczestnicy narady na Nowogrodzkiej, w czasie której ponoć naczelnik państwa intensywnie szukał osób, które są winne wyborczego sukcesu. Te same (jakże mało wiarygodne plotki) mówiły, iż pierwszy na liście jest Zbigniew Ziobro. Trudno nie zauważyć, że obecny minister sprawiedliwości coraz bardzie wyrasta nam na nowego Konrada Wallenroda.

W zaledwie rok udało mu się podłożyć pod rdzeniem PiS (zwanym nomen omen „zakonem PC”) trzy efektowne miny. Prowadzoną od czapy reformę sądownictwa, nowelizację ustawy o IPN, a tuż przed końcem kampanii wyborczej dorzucił zapytanie do Trybunału Konstytucyjnego o zgodność art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu UE z polską konstytucją. Dzięki podważaniu kluczowych umów, obowiązujących w UE opozycja i wspierające ją media mogły tuż przed głosowaniem wznieść okrzyk grozy, że Polska zmierza w stronę Polexitu. Zaś w najbardziej prounijnej Warszawie Patryk Jaki mógł już tylko wyć z rozpaczy.

Twórca postaci Wallenroda Adam Mickiewicz mógłby być dumny z takiego ministra. Dzięki jego inicjatywom rząd PiS musiał nawalać się z Amerykanami i Żydami, a obecnie robi to samo z Komisją Europejską i warszawiakami. Jak tak dalej pójdzie, to przed wyborami parlamentarnymi, kolejne pociągnięcia szefa resortu sprawiedliwości sprawią, iż Grzegorz Schetyna nie będzie musiał zachodzić w głowę skąd wziąć kasę na helikopter i napalm, a kierownictwo PiS kombinować, jakie jeszcze reformy zafundować Polakom.

Konieczne staną się rządy koalicyjne. O ich kształcie zadecyduje to, czy ubrane w żółty sweterek SLD da radę przeczołgać się nad progiem wyborczym. Ku rozpaczy Nowogrodzkiej postkomuniści, mimo upływu lat, ze starczym uporem nadal się czołgają. Co grozi tym, że prezes za dwanaście miesięcy będzie musiał znów nazwać Edwarda Gierka zagubionym życiowo patriotą, co pomylił obozy polityczne. Ale przecież chciał dobrze. Zresztą o Gomułce też da się parę ciepłych słów powiedzieć. Choćby to, że wygłaszał tak nudne przemówienia, iż nawet Ruscy woleli darować sobie wkroczenie do Polski w 1956. Po takich oświadczeniach poświecenia 12 listopada na leczenie kaca moralnego będzie bardzo wskazane.

Przy okazji można poczytać pisma kardynała Richelieu o tym jak radzić sobie z przyjaciółmi politycznymi, bo z wrogami prezes radzić sobie potrafi. Osobny dzień relaksu przyda się też Krystynie Pawłowicz. Po wiktorii wyborczej swej partii, oszołomiona jej kształtem posłanka, oddaje się od kilku dni na Twitterze rozważaniom, czy głosujący na opozycję są miłośnikami pedofilii. Z czego wynika wniosek, iż 54 proc. mieszkańców Warszawy, którzy poszli do wyborów z radością oddałaby swój głos na jakiegoś pedofila. Najlepiej takiego, co morduje dzieci, o czym świadczą okrzyki posłanki: „Trynkiewicz na prezydenta!”.

Polemizujący z tą tezą szacowny członek Kolegium IPN Krzysztof Wyszkowski, uparcie twierdzi, że Trzaskowskiego wybrali w Warszawie nie miłośnicy pedofilii lecz Niemcy. Być może prawda leży symetrycznie po środku i w stolicy mieszka ok. 500 tys. niemieckich pedofilii. Ich ulubionymi perwersjami jest głosowanie na Platformę i coroczne fetowanie rocznicy Powstania Warszawskiego. Na te dylematy nałoży się wkrótce huczne świętowanie stulecia polskiej niepodległości. Jak może ono wyglądać dała przedsmak zeszłoroczna rocznica.

W ramach radosnych obchodów odzyskania własnego państwa polityczne i intelektualne elity będą się cały dzień obrzucać obelgami i wzajemnie bojkotować. No bo jedyne co potrafią robić solidarnie, to okazywać narodowi, jak bardzo je zawiódł, głosując zbyt licznie na tych drugich (niestety narodu nadal nie daje się wymienić na inny). W tym czasie przez centrum stolicy przemaszeruje w świetle rac kolejny Marsz Niepodległości, znów zdominowany przez narodowców.

Potem zachodnie telewizje pokażą najbardziej zagorzałych aktywistów, radośnie demonstrujących przed kamerami prawą ręką, jak wysoko potrafi podskoczyć owczarek niemiecki. Idealnie jeśli będą tak okazywać swój szczery patriotyzm na tle pomnika Ofiar Rzezi Woli. Po tylu atrakcjach wolny od pracy Dzień Kaca Narodowego jest nam wszystkim niezbędny. Co więcej powinien zostać objętym restrykcjami prawnymi, jakimi chroni się obywateli podczas ciszy wyborczej. Nawet jeśli piłkarz Bartosz Salamon z powodu zamknięcia urzędów, już nigdy nie będzie mógł przyjechać do Polski, by odebrać swój paszport, bo żaden inny termin mu nie pasuje. Trudno - nasz naród jest już gotów na poniesienie tej ofiary.