Do takich wniosków doprowadziły prezesa PiS rozważania, co zrobić, by poprawić frekwencję w wyborach parlamentarnych. Z wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim zamieszczonego na stronie internetowej www.pis.org.pl wynika jasno: pomysł głosowania przez internet jest zły.

Reklama

I tłumaczy dlaczego. Głosowanie powinno być czynnością "poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi".

"Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota" - mówi Kaczyński. I zaznacza: "Wiadomo, kto ma przewagę w internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować, na kogo ma zagłosować".

Kaczyński zastanawia się także, co zrobić, by podnieść frekwencję wyborczą i namówić do głosowania mieszkańców prowincji. "W moim prywatnym przekonaniu, przed wojną, w ramach tradycyjnej kultury, istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym" - przypomina prezes PiS.

W środowisku internautów zawrzało. "To taka trochę hipokryzja, zamieszczać w internecie wywiad, który obraża internautów" - oburza się jeden z nich.

Słowa byłego premiera wywołały konsternację. Zdaniem politologa Marka Migalskiego Kaczyński obraził użytkowników internetu. "Te słowa, niestety, obrażają internautów. I choć może prawdziwie opisują część z nich, to trzeba pamiętać, że wspólnota internetowa jest tak zróżnicowana, że jakiekolwiek uogólnienia są krzywdzące" - ocenia. Migalski podkreśla też, że przeciętny użytkownik internetu jest lepiej wykształcony od przeciętnego Polaka. "A to oznacza, że trudniej go zmanipulować" -dodaje.

Z kolei socjolog Jarosław Flis podkreśla, że prezes PiS dyskredytując internautów, najbardziej zaszkodził sobie. "Ta wypowiedź jest symptomem oderwania się Jarosława Kaczyńskiego od rzeczywistości. Może już czas przejść na polityczną emeryturę, bo widocznie nie nadąża on za rzeczywistością" - mówi socjolog.

Flis zaznacza, że na całym świecie dla partii politycznych internet jest jednym z głównych sposobów komunikowania się z wyborcami. "A słowa Kaczyńskiego można odbierać, jakby on naprawdę wierzył, że jego podstawowymi wyborcami byli członkowie kółka różańcowego i uczestnicy jarmarków" - dodaje Flis.

A politycy Platformy tylko zacierają ręce i liczą, że wojna Kaczyńskiego z internautami odbije się w sondażach. "Takie zachowania były powodem odejścia z PiS wielu wspaniałych polityków: Marcinkiewicza, Jurka, Ujazdowskiego. I powodują absolutny rozkład tej partii" - mówi szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.

A co o wypowiedzi Kaczyńskiego mówią działacze PiS? Nieoficjalnie część z nich nie ukrywa, że są zszokowani. "O matko! Nie! Nie będę nic na ten temat mówił" - ucina jeden z nich. I po chwili dodaje: "Nie piszcie o tym, proszę".

W oficjalnych wypowiedziach politycy PiS prezesa bronią. "Jarosław Kaczyński w żaden sposób nie obraża internautów. On zwraca uwagę na pewien problem, że głosowanie przemieniłoby się w sondaż internetowy" - tłumaczy Mariusz Kamiński. I podkreśla: "Prezes chciał się przede wszystkim skupić na akcie głosowania i podkreślić obywatelskość aktu głosowania".

Także Tomasz Dudziński z PiS twierdzi, że Kaczyński nie atakuje internautów. "Jeśli Jarosław Kaczyński nie lubiłby internautów, to nie występowałby w internecie, nie godziłby się na czaty" - przekonuje poseł PiS.