"Lech Kaczyński był daleko, daleko, jeszcze dalej, w ogóle nie liczącym się działaczem w tamtym czasie, a Jarosław w ogóle nie był w związku Solidarność" - powiedział we wtorek Lech Wałęsa.

Lider PiS Jarosław Kaczyński podczas poniedziałkowego zjazdu Solidarności mówił, że 30 lat temu do stoczni przybyła "grupa ludzi o znanych nazwiskach z autorytetem, ludzi dobrej woli", "ale mieli oni plan kompromisu, który gdyby go realizować, okazałby się być pozorem". Jak zaznaczył, jego brat miał wówczas zadanie, które było wielkim zaszczytem - reprezentował robotniczą odwagę wobec tych ludzi.

Wałęsa, który nie wziął udziału w zjeździe "S", nie krył wzburzenia słowami Jarosława Kaczyńskiego. "O umarłych powinno się mówić dobrze, ale niech się nie wygłupiają" - powiedział. "Lech Kaczyński był od prawa pracy, a więc go skierowałem do pracy do związku, ale to tak bardziej z litości" - mówił.

Także Bogdan Lis zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu manipulowanie prawdą. "Lech Kaczyński nigdy nie był doradca MKS-u. A na terenie stoczni w 1980 r. był może godzinę, godzinę i 15 minut, nie więcej. I twierdzenie, że on występował w naszym imieniu jako negocjator w stosunku do ekspertów, którzy z nami współpracowali, jest świadomą chyba manipulacją. Nie wiem, nie wierzę, by prezes tak mało wiedział na ten temat, na temat sierpnia 80 roku" - powiedział Lis w TVN24.


Z kolei marszałek Senatu Bogdan Borusewicz mówił w TVN24, że Lech Kaczyński "pojawił się na 2 dni przed zakończeniem strajku i nie musiał nikogo reprezentować z grupy doradców". "Ponieważ był komitet strajkowy, który rozmawiał z doradcami i doradcy byli narzędziem komitetu strajkowego. Także ja jestem obserwatorem różnych mitów, nowych mitów" - zaznaczył.

Jak dodał, jest przyzwyczajony, że słyszy o nowych rolach osób, które były na strajku krótko, albo w ogóle ich tam nie było. "Związek Solidarność ma problemy, nie tylko Jarosław Kaczyński, ma problem z pamięcią, ma problemy ze swoją tożsamością" - powiedział Borusewicz.

Z tymi opiniami nie zgadza się jednak członek prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej Andrzej Gwiazda. Jego zdaniem Lech Kaczyński był ze strajkującymi cały czas i służył im radą z dziedziny prawa pracy. Jak dodał, był on wówczas jedyną osobą, która się na tym znała.

Gwiazda tłumaczył w rozmowie z PAP, że Lech Kaczyński nie znalazł się we władzach MKS, gdyż nie było go w tym czasie w Polsce. "Wrócił do kraju na wieść o strajku, ale ten już się zaczął. Gdyby przyjechał na rozpoczęcie strajku, a przynajmniej był obecny przy zawiązaniu MKS, zapewne by się w nim znalazł i nie byłoby na ten temat spekulacji" - zapewnił.


Historyk prof. Andrzej Paczkowski powiedział PAP, że Lech Kaczyński nie był członkiem zespołu doradców Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej i nie odegrał znaczącej roli w negocjacjach strajkowych w sierpniu 1980 r.

Paczkowski przypomniał, że podczas strajków sierpniowych działał zespół doradców zaakceptowany przez cały MKS oraz przedstawiony delegacji rządowej i w nim - dodał - Lecha Kaczyńskiego nie było. "Lech Kaczyński był na terenie stoczni, miał tam dużo swoich poprzednich kontaktów, ale w formalnych negocjacjach udziału nie brał" - przypomniał.

Historyk zwrócił jednak uwagę, że b. prezydent odgrywał ważną rolę przed Sierpniem'80, gdy jako specjalista od prawa pracy uczył robotników, członków Wolnych Związków Zawodowych, kodeksu pracy i korzystania z niego. "Po powstaniu WZZ, szkoląc i uświadamiając robotników, odgrywał bardzo ważną rolę, bo nie było drugiego specjalisty od prawa pracy w ówczesnej opozycji" - powiedział Paczkowski.