Krzysztof Wyszkowski poinformował na swoim blogu wyszkowski.eu, że Lech Wałęsa wycofał pozew, który złożył w 2007 roku. Była to reakcja byłego prezydenta na słowa Wyszkowskiego, że Lech Wałęsa był agentem, brał za to duże wynagrodzenie, robił to ochoczo, współpracował całą gębą.

Reklama

Współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu i uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku twierdzi, że były prezydent przestraszył się, że w toku procesu zostanie potwierdzona jego tajna współpraca z komunistyczną bezpieką.

Krzysztof Wyszkowski pisze, że to zasługa m.in. Sławomira Cenckiewicza i Przemysława Gontarczyka, którzy napisali książkę "SB a Lech Wałęsa". Kluczową rolę jednak przyznaje Edwardowi Graczykowi, który - według Wyszkowskiego - zwerbował Wałęsę do współpracy i wypłacał mu pieniądze za dostarczone informacje.

Wyszkowski przekonuje, że to właśnie zeznań Graczyka przestraszył się były lider Solidarności i dlatego wycofał pozew. Pierwsza rozprawa miała się odbyć 13 września 2012 roku.

Pozwany publikuje pod swoim tekstem pismo mecenas Eweliny Wolańskiej, która jest adwokatem Wałęsy, skierowane do sądu. Jeśli dokładnie je prześledzić, można wyczytać zupełnie inne uzasadnienie wycofania pozwu.

Prawniczka reprezentująca byłego prezydenta, argumentuje w piśmie, że Krzysztof Wyszkowski został już skazany w 2010 roku za podobne słowa o Lechu Wałęsie: Wyrok ten jest prawomocny, odrzucona została skarga kasacyjna pozwanego, oraz Sąd Apelacyjny nadał temu wyrokowi klauzulę wykonalności, a pozwany dotąd tego wyroku nie wykonał.

Proces, którego pierwsza rozprawa została zaplanowana na 13 września 2012 roku, został zawieszony do czasu rozstrzygnięcia tego pierwszego. Automatycznie został wznowiony po uprawomocnieniu się wyroku, o którym Wolańska pisze.

Według niej, pozwany Krzysztof Wyszkowski chciał przesłuchania kilkudziesięciu świadków, co sprawiłoby, że proces ciągnąłby się latami.

W tej sytuacji powód uznał, iż skoro zapadł już prawomocny i wykonalny wyrok dotyczący takiej również haniebnej i obraźliwej wypowiedzi pozwanego, zbędna byłaby w tej chwili strata czasu , trudu oraz kosztów na kilkuletnie prowadzenie i popieranie procesu, którego wynik ostateczny i tak według powoda, nie mógłby odbiegać od treści cytowanego Wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku - tak mecenas Wolańska kończy pismo w imieniu Lecha Wałęsy.