mówi w rozmowie z dziennik.pl dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW.
A wydawało się, że Jacek Kurski jako były dziennikarz medialne mechanizmy ma w małym palcu i wie, że kneblowanie mediów przynosi efekt zgoła odwrotny.
Afera nabrała tempa w środę, kiedy to branżowy "Presserwis" poinformował o wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku, który to zakazał wydawcy Tygodnika "NIE" publikowania w jakiejkolwiek formie informacji dotyczących na pół roku. Wiadomość niemal natychmiast trafiła na portale. Jeszcze tego samego dnia, kilka godzin po publikacji, pełnomocnik Kurskiego zaczął rozsyłać do redakcji pisma z żądaniem usunięcia tekstu. Podobny mail dostał też dziennik.pl. Pełnomocnik Kurskiego poinformował, że zakaz publikacji dotyczy nie tylko tygodnika "Nie" i jego naczelnych, ale i innych mediów.
W sieci natychmiast rozgorzała dyskusja na temat zasadności żądań Kurskiego. Większość komentatorów skrytykowała jego reakcję. Teksty nie zniknęły. A dodatkowo - w czwartek - europoseł trafił na okładkę "Faktu" - najpoczytniejszej polskiej gazety codziennej.
Dziś europoseł nie chciał rozmawiać, telefonu nie odbierał. Wydał tylko oświadczenie, w którym napisał, że wyraźnie rozdziela zaangażowanie w sprawy publiczne i politykę od życia prywatnego. - czytamy w jego oświadczeniu.
mówi Jabłoński.
Politolog zabiera też głos w dyskusji na temat zasadności wkraczania dziennikarzy w prywatne życie polityków. Naczelni tygodnika "Nie", publikując swój tekst, tłumaczyli, że ich informacje mają obnażyć hipokryzję posła, który głosi przywiązanie do tradycyjnych wartości i rodziny, ale w życiu prywatnym do tych reguł się nie stosuje.
Czy media mają prawo zaglądać do alkowy polityków? - - mówi Jabłoński.