- Czytałem tę wypowiedź pani Hartwich. Ręce opadają. Co by nie zrobić, to źle. Chciała pani Hartwich raz, ze swoim niepełnosprawnym synem protestowała i mówiła, że protestuje po to, żeby było 500 zł dla niepełnosprawnych. Jak 500 zł dla niepełnosprawnych staje się faktem, to pani Hartwich mówi, że to jest coś, co obraża, że to jest cyniczne itd. No to o co chodzi? Chodzi o politykę, to jest jasne - mówił w rozmowie z Radiem Zet szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Dopytywany, kiedy projekt zapowiadany przez premiera wejdzie w życie, odpowiedział, że "jak najszybciej".

- Nie potrafię tego powiedzieć. Tutaj Ministerstwo Rodziny będzie musiało się sprężyć, ale cały proces legislacyjny nie jest tak prosty, że w można w ciągu w tej chwili w pięciu dni...- powiedział Sasin.

Dodał, że aby taka ustawa mogła trafić do Sejmu jako projekt rządowy, musi "po pierwsze powstać, po drugie przejść konsultacje społeczne, konsultacje międzyresortowe".

Liderka ubiegłorocznego protestu osób niepełnosprawnych w Sejmie m.in. w rozmowie z dziennik.pl powiedziała, że nie wierzy w obietnicę złożoną przez premiera Mateusza Morawieckiego.

- Nie można obiecać czegoś, co ma się wydarzyć za kilka miesięcy – uważa Hartwich.

W niedzielę podczas spotkania przedwyborczego w Krakowie premier rządu zapowiedział, że "w najbliższych kilku miesiącach chcemy przekazać osobom niepełnosprawnym powyżej 18. roku życia, całkowicie niezdolnym do samodzielności, comiesięczny, stały dodatek w wysokości najprawdopodobniej 500 zł".

- Te dwa słowa "najprawdopodobniej" i "za kilka miesięcy" są tu kluczowe. Co to znaczy? Jaką gwarancję da nam Morawiecki, że w październiku będzie nadal rządził? Skoro PiS potrafi tak szybko uchwalać wszelkiego rodzaju ustawy, nawet w nocy, w trybie pilnym, to niech pokaże, że to początek i uchwali to teraz. Do wyborów został tydzień, do naszego protestu trzy dni. Można to zrobić w poniedziałek, wtorek, środę – mówi Hartwich.

Przyznaje, że rząd przede wszystkim powinien przeprosić za to, co działo się w Sejmie w ubiegłym roku. – Niech przeproszą za zasłonięte kotary, zamknięte toalety, okna i niech dadzą teraz te 500 złotych, bo za chwilę trzeba będzie rozmawiać o darmowych pampersach i cewnikach, których nie ma, o dofinansowaniu turnusów rehabilitacyjnych, które kosztują 6 tysięcy złotych, czy o ubezwłasnowolnieniu, które jest kolejnym skandalem i ma miejsce tylko w Polsce – wylicza Hartwich.

Przypomina, że Morawiecki już kilka miesięcy temu powiedział, że państwo wydało na pomoc społeczną 80 mld złotych. – W ubiegłym roku przez 40 dni rodziny osób niepełnosprawnych błagały o te 500 złotych na życie, oszacowane na 1,6 mld słyszeliśmy, że państwo zbankrutuje, gdy nam to da. Jak to się ma teraz do tej obietnicy, tych 500 złotych? – pyta.

Przyznaje, że miała wiele telefonów od rodzin osób niepełnosprawnych, które są oburzone tą propozycją. – Protest i tak się odbędzie. Jeszcze raz to powtórzę, to policzek wymierzony w nas i nasze dzieci. Nie damy się zwieść tym obietnicom – mówi.

Zdaniem Sasina protest zapowiadany na 23 maja jest polityczny. - A nie był wtedy ten w Sejmie? Pani redaktor, nie śledziła pani tych wypowiedzi, nie widziała pani zaangażowania polityków opozycji w ten protest? Nie dostrzegła pani faktu, że osoby, które protestowały, kandydowały potem w wyborach samorządowych z list Koalicji Europejskiej czy partii opozycyjnych? - pytał w rozmowie z Beatą Lubecką. Jego zdaniem wypowiedź Iwony Hartwich jest niepotrzebna. Podobnie zresztą, jak sam protest.

- Jeśli protest miał dotyczyć przyznania 500-złotowego dodatku dla osób z najcięższą niepełnosprawnością, dla osób dorosłych, i to jest już realizowane w tej chwili, a protest mimo to ma się odbyć, bo ma się odbyć przed wyborami, no to jak ja mam to odczytać? No przecież to jest chyba jasne dla każdego, kto nas słucha - mówił.