Szefowie państw i rządów krajów UE porozumieli się we wtorek co do obsady najważniejszych unijnych stanowisk. Zgodnie z nim Niemka Ursula von der Leyen została kandydatką na szefową Komisji Europejskiej, a premier Belgii Charles Michel wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej. Rada Europejska nominuje Francuzkę Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego, a Hiszpana Josepa Borrella na szefa dyplomacji UE.

- To, że udało się uzgodnić kandydatury, można uznać za sukces polityków unijnych z Donaldem Tuskiem na czele. Drugą kwestią jest to, że Ursula von der Leyen dała się poznać jako osoba, która była pełna uznania dla opozycji w Polsce, a przede wszystkim dla ludzi protestujących w sprawie sądów. Zatem oczekiwanie PiS, że nie będzie się ona interesowała stanem praworządności w Polsce i odpuści te sprawy, szczególnie jeśli Frans Timmermans wejdzie do prezydium Komisji Europejskiej, może się okazać złudne - oceniła Lubnauer.

Jak zaznaczyła, to dobrze, że doszło do porozumienia i to dość szybko, ale na większe podsumowanie będzie można pokusić się za jakiś czas, kiedy będzie znany plan Ursuli von der Leyen związany z funkcjonowaniem UE.

Lubnauer wskazywała, że dotychczas von der Leyen była uznawana za sprawnego administratora i polityka oraz "wieloletniego ministra nie w jednym ministerstwie, ale przynajmniej w dwóch - odpowiadającym za obronność i politykę rodzinną". Jak oceniła liderka Nowoczesnej, także to, że kandydatka na szefową KE zna języki obce, ułatwi jej pracę w UE.

- Rozumiem, że PiS zależało na tym, żeby szefem Komisji Europejskiej nie został Timmermans i byli zadowoleni, że zablokowano jego pozycję. Jednak nie byłoby to możliwe tylko głosami Grupy Wyszehradzkiej, był to element krytycznego stosunku wielu polityków EPP do propozycji kanclerz Niemiec, zatem trudno mówić tu o sukcesie V4 - zaznaczyła Lubnauer.

Dodała, że to czy Polska była dobrym negocjatorem okaże się, "gdy poznamy obsadę wszystkich unijnych tek". - Na miejsce w "wielkiej czwórce" nie mogliśmy raczej liczyć, zbyt wiele konfliktów, zbyt wiele wrogów zrobił sobie rząd PiS wśród polityków europejskich, natomiast fakt, że przewodniczącym Komisji Europejskiej zostanie polityczka, której stosunek do Rosji i obronności jako ważnego elementu polityki międzynarodowej jest znany, być może zaowocuje w przyszłości pozytywnie dla Polski - zaznaczyła.