JACEK KURSKI: Nie wiem, użyłem skrótu myślowego.
To był po prostu mój domysł. Tak zinterpretowałem publiczne wypowiedzi samego ministra Ziobry w tej sprawie.
Nie o tym była mowa. To była odpowiedź na zabawny zarzut Moniki Olejnik, że Patrycja Kotecka pracowała na służbowym laptopie ministra sprawiedliwości. Po prostu wyjaśniłem, że w przypadku osób sobie bliskich jest normalną praktyką użyczanie sobie wzajemnie różnych rzeczy, choćby laptopa. Jest wiele relacji polityk - dziennikarz i nikt nie robi z tego afery dezawuującej zawodowo. Dorota Schnepf-Wysocka jest żoną polityka związanego z PO, Tomasz Machała jest synem posłanki PO, Dominika Wielowieyska - córką polityka UW, a Jarosław Kurski rodzonym bratem mówiącego te słowa posła PiS. I co z tego? Nic.
O tym publicznie mówił sam Zbigniew Ziobro. Ja odbieram to konkretnie.
To wynikało z mojej interpretacji słów samego Zbigniewa Ziobry. Domniemywałem, że to może być narzeczeństwo. Ale stuprocentowo pewnej wiedzy nie mam.
Nie jest to człowiek, który się złości. Zbyszek ma poczucie humoru i tak odebrał tę sytuację.
Jesteśmy starymi politycznymi przyjaciółmi. Pośmialiśmy się. Choć o sprawach prywatnych nie ma zwyczaju mówić - śmiał się, że wreszcie go ożeniłem.
Uznajmy, że nasza rozmowa jest rodzajem sprostowania. Ja po prostu nie wnikam w prywatne sprawy.
To jest jakiś absurd. Nie jestem spin doktorem Zbigniewa Ziobry. W kampanii 2005 Zbyszek był szefem sztabu kampanii prezydenckiej, a ja szefem kampanii telewizyjnej. I PiS wygrało podwójnie wybory. Więc spin nie jest nam obcy, choć obu nam to słowo nie kojarzy się najlepiej.
Tego rodzaju sytuacje są moją specjalnością, w teologii nazywa się to felix culpa, szczęśliwa wina. Jeśli przyczyniłem się do ocieplenia wizerunku kopanego przez media ministra Ziobro, to się z tego powodu bardzo cieszę, ale podkreślam raz jeszcze, że informację o narzeczeństwie musicie sprawdzić u samego Ziobry.