Rafał Rogalski podkreślił w rozmowie z Konradem Piaseckim, że nie chce uchodzić za osobę, która . Wyjaśniał jednak, że w jego ocenie pomyłek podobnych do tej, która dotyczy zwłok Anny Walentynowicz, mogło być więcej. Wyliczał, że pewność co do tego, kto znalazł się w trumnie, można mieć w tych przypadkach, w których doszło już do ekshumacji, gdzie jest bardzo bogata dokumentacja fotograficzna, w tym z chwili zamykania trumien. Spokojne powinny być również - jego zdaniem - te rodziny, gdzie ciała ich bliskich były w dobrym stanie. - stwierdził Rogalski.
Mecenas wyjaśniał również, że z punktu widzenia prawa nie ma mowy o otwierania trumien. - tłumaczył.
I zaraz dodał, że w tym wypadku wina leży po stronie prokuratury, która powinna była przeprowadzić oględziny zwłok oraz ich sekcje. Tym bardziej, że jak tłumaczył, trumny dotarły do Polski bez żadnej dokumentacji na temat sekcji zwłok. Dotarła ona do Polski dopiero po siedmiu miesiącach, w listopadzie 2010 roku. - podsumował.
Przyznał, że on sam o zakazie otwierania trumien słyszał właśnie w listopadzie 2010 roku. - stwierdził i dodał, że potwierdzi to konsultacja z jakimkolwiek specjalistą z zakładu medycyny sądowej.