Przeciwnicy decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego zebrali się już przed północą na skrzyżowaniu ulic Puławskiej i Ikara. W marszu milczenia przeszli stamtąd przed dom generała.

Przed willą, zapalili kilkadziesiąt zniczy ułożonych w napis "Pamiętamy". Potem odpalili race, odśpiewali hymn państwowy i "Rotę". Na koniec wykrzykiwali hasła: "Morderca" i "Precz z komuną".

"Jesteśmy winni oddać hołd osobom, które ucierpiały w stanie wojennym i dlatego przychodzimy tu co roku" - powiedział PAP Jarosław Krajewski szef warszawskiego Forum Młodych PiS.

Dodał, że liczy na to, że wszyscy winni zbrodni popełnionych w czasach komunistycznych zostaną ukarani. Przypomniał, że uroczystości przed domem Jaruzelskiego organizowane są przez środowiska patriotyczne regularnie od 1993 roku.

Ale o północy przed domem generała Jaruzelskiego pojawili się też jego zwolennicy. Za zostawieniem Jaruzelskiego w spokoju demonstrowało kilkunastu członków partii "Racja Polskiej Lewicy". Skandowali hasła: "Niech żyje generał", "Wybawiciel".

"Niezależnie od tego jak jest dzisiaj oceniana <konieczność> wprowadzenia stanu wojennego, generałowi Jaruzelskiemu należy się szacunek za podjęcie tej trudnej decyzji, jak również za ponoszenie z godnością i honorem jej konsekwencji" - mówił Krzysztof Mróź z "Racji".

Sam gen. Jaruzelski powiedział wcześniej PAP, że "walczy z grypą" i nie zamierza opuszczać swojego domu na czas manifestacji.

"Przez te wszystkie lata zdążyłem już przywyknąć do tych zgromadzeń. Wiem, że w większości przychodzą młodzi ludzie, których nie było wtedy na świecie albo bawili się w piaskownicy. Dlatego ich poglądy na temat stanu wojennego są przejęte od starszych. Jako starszy człowiek mogę powiedzieć, że jest mi ich szkoda, że stoją w zimną noc na dworze" - powiedział Jaruzelski.

Generał dodał, że proces sądowy w sprawie wprowadzenia stanu wojennego "zmieni obiegową opinię" na jego temat oraz "wprawi w zakłopotanie wielu historyków i publicystów".

Proces będzie się toczył przed warszawskim Sądem Okręgowym. Akt oskarżenia sporządził pion śledczy IPN w Katowicach wobec 9 członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.

Dziś przypada 26. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Zginęło wówczas co najmniej kilkadziesiąt osób.

Posiedzenie Rady Państwa, na którym zatwierdzono przepisy prawne dotyczące wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczęło się po północy 13 grudnia 1981 r. Tej samej nocy internowano ponad trzy tysiące osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Na ulicach miast pojawiły się patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Wprowadzono oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej. Władze zmilitaryzowały najważniejsze instytucje i zakłady pracy.

Ograniczono działalność Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Zawieszone zostało wydawanie prasy, z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych ("Trybuny Ludu" i "Żołnierza Wolności") oraz 16 terenowych dzienników partyjnych.

Władze PRL utworzyły łącznie 52 ośrodki internowania i wydały decyzje o internowaniu 9736 osób. Spacyfikowano 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów. Najtragiczniejszy przebieg miała akcja w kopalni Wujek, gdzie interweniujący funkcjonariusze ZOMO użyli broni, w wyniku czego zginęło dziewięciu górników.

2 maja 1983 roku odwołano godzinę milicyjną. 22 lipca 1983 r. zniesiono stan wojenny, rozwiązano Wojskową Radę Ocalenia Narodowego i ogłoszono amnestię dla więźniów politycznych.