Trotyl na tupolewie - jak twierdzi część ekspertów - wcale nie musi oznaczać, że ktoś podłożył bombę w prezydenckim samolocie. Jedna z hipotez mówi, że trotyl pochodzi z poligonów wojskowych i pozostałości po II wojnie światowej - gdy samolot wbił się w ziemię, resztki materiałów wybuchowych wymieszały się ze szczątkami samolotu. Niewykluczone również, że wrak, kiedy przeorał ziemię, trafił w niej na niewybuchy z czasów wojny. W rejonie Smoleńska rozegrały się dwie duże bitwy, w 1941 i 1943 roku.

Kolejnym wytłumaczeniem jest to, że pył z resztkami trotylu zostawili żołnierze, którzy kilka dni wcześniej lecieli tym samolotem do Afganistanu. Ewentualnie, że rozpylone w powietrzu drobiny materiałów wybuchowych osiadły na kadłubie, gdy maszyna stała na lotnisku w Kabulu.

Trzecie wytłumaczenie podsuwa redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". Tomasz Wróblewski sugeruje, że ślady materiałów wybuchowych mogły podrzucić rosyjskie tajne służby. Jego zdaniem celem tajnych agentów miałoby być skłócenie Polaków i rozpętanie potężnej burzy politycznej.

Czwarta hipoteza mówi o zamachu. Zgodnie z wersją, którą podaje Antoni Macierewicz, powołując się na prace jego zespołu parlamentarnego, samolot został zniszczony wybuchem, tuż nad ziemią. To zdaniem ekspertów Macierewicza tłumaczy intensywne rozproszenie szczątków tupolewa na miejscu katastrofy.

Czy wierzysz w hipotezę o zamachu w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku?