Dziennik Gazeta Prawana logo

ZSRR chciał zrobić z eboli broń biologiczną. Dziś Rosja chwali się szczepionkami

30 października 2014, 19:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Badanie wirusa Ebola
Badanie wirusa Ebola/Shutterstock
Skąd Rosja ma trzy szczepionki na ebolę, i to w zaawansowanym stadium badań? Czy nieoczekiwany sukces ogłoszony przez rosyjskich oficjeli ma wiele wspólnego z toczącymi się przed trzema dekadami radzieckimi pracami nad wykorzystaniem wirusa gorączki krwotocznej jako broni biologicznej? Bo to, że takie badania były, nie podlega wątpliwości. 

O tym, że Rosja ma nie jedną, a aż trzy szczepionki na ebolę, mówiła niedawno wicepremier Olga Gołodiec. Minister zdrowia Weronika Skworcowa poszła nawet dalej i zadeklarowała, że w ciągu sześciu miesięcy zaprezentowane będą dwa specyfiki będące wynikiem inżynierii genetycznej i jeden oparty na dezaktywowanym wirusie. 

Ośrodki wzmacniania eboli

Nad szczepionką, która jest teraz jednym z najbardziej pożądanych leków na świecie, pracowały z sukcesem dwa ośrodki: Naukowo-Badawczy Instyt Mikrobiologii Ministerstwa Obrony Narodowej w Siergijew Posadzie na przedmieściach Moskwy oraz w Państwowym Centrum Naukowym Wirusologii i Biotechnologii "Wektor" w Nowosybirsku. I to właśnie te dwie instytucje widnieją na krótkiej, bo liczącej ledwie dwie pozycje liście miejsc, w których pracownicy zmarli w wyniku zarażenia się ebolą w toku prac badawczych. To, że śmiercionośny wirus wydostaje się poza laboratoryjne fiolki, nie jest niczym niecodziennym i przypisanym tylko Rosji - to samo zdarzało się w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Jednak, jak w swoim artykule zwraca uwagę "The Washington Post", tylko w rosyjskich ośrodkach skończyło się to śmiercią pracowników.

ZSRR nad wirusem ebola pracował od lat 80. Teoretycznie laboratoria powinny przestać działać po upadku Związku Radzieckiego, kiedy to Borys Jelcyn zadeklarował zakończenie programu badań nad bronią biologiczną. W praktyce jednak trwały w czterech ośrodkach naukowych, a potwierdzali to kolejni naukowcy, którzy wyjeżdżali z Rosji. Podejrzane było również to, że Moskwa, choć zgodziła się zakończyć prace nad bronią biologiczną, do swych wojskowych laboratoriów nie chciała wpuścić międzynarodowych inspektorów. Do tej pory więc nikt spoza Rosji nie zajrzał za kulisy poszukiwań śmiercionośnej broni, która miałaby zostać używa w razie konfliktu.

Najbardziej rosyjskie arsenały chcieli zobaczyć Amerykanie, którzy - jak się okazuje - zdawali sobie sprawę z rosyjskiego zainteresowania ebolą. Dlatego amerykańska armia przez lata próbowała przygotować szczepionkę na wirusa gorączki krwotocznej.

Jak nie ebola, to może wąglik?

Dziś już wiadomo na pewno, że rozważano wykorzystanie gorączki krwotocznej jako elementu arsenału broni biologicznej. Jednak tworzone przez badaczy mutacje okazywały się słabe. Wciąż nie wiadomo, czy i ewentualnie gdzie znajdują się owoce pracy setek naukowców, którzy tak modyfikowali wirusa genetycznie, by był on bardziej zjadliwy i możliwie najtrudniejszy do zidentyfikowania. Rozważania o tym, co mają, a czego nie pokazali Rosjanie, wróciły, gdy wysoko postawieni rosyjscy urzędnicy ogłosili, że w ich laboratoriach są niemal gotowe szczepionki na gorączkę krwotoczną.

Ale radziecki, a potem rosyjski program badań nad bronią biologiczną nie ograniczał się do eboli. Naukowcy z ZSRR byli uważani za "specjalistów od wąglika". Osiągnięcia w tej dziedzinie przypłacili jednak ogromną tragedią - w kwietniu 1979 roku w ośrodku badawczym w Jekaterynburgu (wówczas Swierdłowsku) doszło do rozpylenia trującej chmury, która wedle oficjalnych danych zabiła 68 osób. Nieoficjalnie mówi się jednak, że zmarłych było więcej niż stu.

Uwagę badaczy przykuł także fakt, że wśród ofiar nie było nikogo poniżej 24 roku życia. Prof. Matthew Meselson z Uniwersytetu Harvarda, który zgłębiał tę tragedię, potwierdził, że trująca chmura wydostała się z tajnego laboratorium wojskowego. W 1998 roku na konferencji w Moskwie Lew Fedorow postawił tezę, że powodem śmierci nie był wąglik, a "nowy rodzaj broni biologicznej", której celem mają być mężczyźni w średnim wieku. Tymczasem badacze z laboratorium w Nowym Meksyku, którzy przyjrzeli się dokładnie temu, co było na ubraniach ludzi otrutych wąglikiem, znaleźli tam aż cztery jego różne szczepy. Dlatego sądzono, że truciznę modyfikowano tak, by było jak najtrudniej leczyć jej ofiary.

W latach osiemdziesiątych, gdy prace nad bronią biologiczną szły pełna parą, w radzieckich 18 ośrodkach badawczych zatrudnionych było ponad 25 tysięcy ludzi. 

Trwająca właśnie epidemia eboli została zakwalifikowana przez Światową Organizację Zdrowia jako najpoważniejsza w historii. Do tej pory zmarło ponad 4 tysiące osób. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Na początku wygląda jak grypa. OBJAWY gorączki krwotocznej ebola >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Washington Post
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj