Dowództwo Operacyjne wyjaśnia, że patrol, w czasie którego zginął Polak, był częścią trwającej w dystrykcie Ajristan od miesiąca operacji "Over the top". ". Jednym z jej elementów są właśnie patrole rozpoznawcze.
>>>Ranni żołnierze mają pretensje do rządu
Akcja nie jest łatwa. Z uwagi na położenie nie można używać sprzętu bojowego, m.in. śmigłowców. "Występują tam liczne załomy skalne oraz tereny pokryte zaroślami, stwarzających i jednocześnie utrudniającymi lokalizację przeciwnika" - czytamy w raporcie.
W poniedziałkowym patrolu brało udział . Jak podaje raport, "głównym zadaniem patrolu było sprawdzenie rejonu prawdopodobnego składowania broni i materiałów wybuchowych".
Wojskowi zdążyli przejść przez miejscowość Usmankhel, przeprawili się przez strumień i dotarli na skraj lasu. To była przygotowana przez talibów zasadzka. Polaków i Afgańczyków mogło ostrzeliwać
>>> Polski żołnierz zginął od kul talibów
Policjanci i żołnierze afgańscy sami próbowali odeprzeć ogień talibów. Bojownicy byli jednak silniejsi. Wtedy wkroczyli Polacy. Jednak - wojskowi zostali .
"Polscy żołnierze byli podzieleni na dwie grupy. W związku z ostrzałem z tyłu dowódca patrolu zdecydował się na ich połączenie i całością sił rozpoczął wycofanie do pobliskich zabudowań. Zajęto pozycje obronne wokół dwóch budynków oddalonych od siebie o ok. 30 m" - czytamy w raporcie.
czytaj dalej
Wezwano także . Niecałą godzinę od ataku samoloty były już na miejscu. Na stanowiska talibów spadła bomba.
Jednak strzały wciąż padały. "Na jednym z budynków znajdował się który prowadził ogień do żołnierzy znajdujących się wokół drugiego budynku" - raportują wojskowi. Zastrzelić snajpera próbował kapital Daniel Ambroziński. "Oddał w jego kierunku strzały, a następnie by sprawdzić rezultaty prowadzonego ognia" - czytamy w raporcie. Właśnie wtedy padł strzał -
w tym celu odciągnął go na odległość ok. 30m i wezwał ratownika medycznego, samemu przystępując do reanimacji" - napisano w raporcie. Wezwano także pomoc medyczną. Żołnierze próbowali reanimować kapitana, ale w ich kierunku wciąż padały strzały. W końcu ratownik medyczny stwierdził: .
>>> "Najlepsi odchodzą pierwsi"
Gdy okazało się, że , dowódca patrolu podjął decyzję: wycofujemy się. Była godzina 9:45, gdy postrzelonych wojskowych zabrał amerykański MEDEVAC.
"Dowódca patrolu zdecydował o , który wylądował ok. 500 m od miejsca jego pozostawienia. Żołnierze dotarli na miejsce pieszo" - raportuje wojsko. Jednak tam na Polaków czekało kolejne niebezpieczeństwo.
>>> Wrócili po kolegę. Sami stali się celem
"Dowódca patrolu podczas identyfikacji stwierdził, że Ponadto, żołnierze dostrzegli a wokoło leżały zawleczki od granatów. Prawdopodobnie pod ciałem były podłożone " - czytamy w raporcie. Ale to nie wszystko: podejrzane było także to, że ciało leżało na brzuchu, podczas gdy żołnierze zostawili je na plecach.
czytaj dalej
Polacy zaczęli się wycofywać do śmigłowca, kiedy dowódca jeszcze raz poszedł sprawdzić, czy nagie ciało to nie zwłoki polskiego kapitana. I po raz drugi upiewnił się, że . W raporcie nie wyjaśniono okoliczności odnalezienia ciała kpt. Ambrozińskiego.
Po tragicznym patrolu zdecydowano się wysłać w rejon walk śmigłowce. Polskie maszyny były wspierane przez Amerykanów. Żołnierzy ostrzelano, m.in. z granatnika.