Od pierwszej chwili, od sceny płaczu, linia Sawickiej oparta była na zbudowaniu tezy o jej uwiedzeniu. Na całkowitych wymysłach. (...) Co miała mówić? Że chciała kraść i została złapana? - mówi w tygodniku "Uważam rze" Kaczmarek. Twierdzi, że to nie on pisał SMS-y do Sawickiej, które wyciekły do mediów.

Reklama

Kaczmarek twierdzi, że to Beata Sawicka nawiązała z nim kontakt, "bo szukała okazji do nielegalnego zarobku dzięki swoim wpływom politycznym". A cała wizja, że ją kuszono, jest po prostu linią obrony, jaką przyjęła.

- Gdyby nie jej inicjatywa, nikt by się nią nie zainteresował. (...) Nikt na nią nie polował - dodaje agent Tomek.A

Agent "Tomek" powiedział w wywiadzie, ze Sawicka to silna kobieta. - Jest, mówiąc potocznie, kuta na cztery nogi. Podobnie jak jej partia. Idą w zaparte do końca - tłumaczy i ocenia, że Sawicka do swojego płaczu została przygotowana profesjonalnie. Na pytanie, czy stał za nią sztab PR-owski, odpowiada: - Tak to oceniam.