Eurodeputowany PSL Jarosław Kalinowski powiedział, że marszałek zostanie odwołany przez Sejmik Wojewódzki. Będzie to jednak możliwe nie wcześniej, niż za 30 dni. Kalinowski przyznał, że zarzuty przeciwko Karapycie są bardzo poważne, ale o ich prawdziwości orzeknie sąd. Eurodeputowany dodał, że współczuje rodzinie Karapyty.

Dwa z postawionych mu zarzutów dotyczą korzyści osobistych w postaci zaspakajania potrzeb seksualnych. Eurodeputowany przyznał, że sprawa jest bardzo przykra dla PSL-u. Nie można jednak obarczać całej partii odpowiedzialnością za czyny Karapyty.

Katarzyna Piekarska z Sojuszu Lewicy Demokratycznej powiedziała, że nie wyobraża sobie, jak marszałek Podkarpacia będzie pełnił swą funkcję obciążony poważnymi zarzutami. Dodała, że byłoby lepiej, gdyby sam podał się do dymisji.

Rafał Grupiński z Platformy Obywatelskiej przyznał, że sytuacja jest kłopotliwa także dla koalicji rządowej. Zdaniem posła, większym problemem jest jednak to, że Karapyta nie potrafi się godnie zachować i złożyć dymisji, niż to, że postawiono mu zarzuty.

Joachim Brudziński z Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że marszałka Karapytę popierała w podkarpackim sejmiku i Platforma Obywatelska, i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Partie te zawarły bowiem koalicję, aby nie dopuścić do władzy PiS-u, który wygrał wybory do sejmiku. Kończy się to postawieniem zarzutów - powiedział poseł Brudziński.

Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota uznał, że zachowanie marszałka jest niegodne polityka. Dodał, że nie można odwołać osoby, której postawiono zarzuty, a tylko osobę skazaną. Jeśli więc Karapyta zostanie odwołany ze stanowiska, to może się zwrócić do sądu administracyjnego. Rozenek powiedział, że powstała groźna sytuacja. Politycy koalicji rządowej byli zamieszani w różne afery, jak afera hazardowa czy sprawa Elewarr-u. Nikt jednak nie został rozliczony, a koalicja trwa. Zdaniem Rozenka, taka sytuacja szkodzi Polsce.

Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski wyraził zdziwienie faktem, że Karapyta został zwolniony z aresztu za poręczeniem. Stwarza to, jego zdaniem, niebezpieczeństwo matactwa. Poseł podkreślił, że polityków powinny obowiązywać wyższe standardy, niż zwykłych obywateli. Dodał, że mamy do czynienia z degrengoladą państwa. 

Z opinią posła Solidarnej Polski nie zgodził się doradca prezydenta, Henryk Wujec. Przyznał jednak, że od polityków należy więcej wymagać. Zdaniem Wujca politycy, wobec których pojawią się podejrzenia, powinni podawać się do dymisji tak, jak zrobił minister rolnictwa Marek Sawicki. Należy też zmienić przepisy tak, aby osoby, którym postawiono zarzuty, nie mogły pełniłć wysokich funkcji.

Prokuratura Apelacyjna w Lublinie postawiła Mirosławowi Karapycie siedem zarzutów, dotyczących czynów popełnionych w latach 2011-2012. Miał on przyjąć łapówki w kwotach od półtora do 30 tysięcy złotych. Korzyści przyjmowane przez marszałka miały też polegać na opłaceniu mu pobytu na urlopie. Dwa zarzuty dotyczą korzyści osobistych w postaci zaspakajania potrzeb seksualnych. Marszałkowi Podkarpacia grozi do 10 lat więzienia.