W rozmowie ze środowym "Faktem" Biedroń mówił o sytuacji opozycji w czasie kampanii. W jego ocenie, szeroka koalicja, gdzie każdy z podmiotów musiałaby zakopać różnice programowe, nie miała racji bytu. - Powstały trzy bloki opozycyjne, które funkcjonują dużo sprawniej niż szeroka koalicja - stwierdził.

- Lewica się rozpędza i rośnie we wszystkich sondażach. Liczymy, że jednak uda się odebrać PiS większość. Niestety drugi główny gracz opozycji, czyli Platforma Obywatelska, złapał ostatnio zadyszkę. Chyba przechodzą kryzys - mówił Biedroń.

Dopytywany, na czym polega kryzys PO, odpowiedział, że ta passa trwa od kilku tygodni. - Pierwsza sprawa to wystawienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki na premiera. Zupełnie niewykorzystana szansa. Szanuję panią Kidawę-Błońską. W niektórych sprawach ma pewnie mniej liberalne poglądy niż ja, ale w innych na pewno byśmy się dogadali. Ale ludzie mają problem z uwierzeniem w nią, gdy za jej plecami stoją takie nazwiska jak Ujazdowski, Poncyljusz czy Fabisiak. To nie zadziałało - ocenił europoseł.

Jako kolejny problem PO szef Wiosny wymienił opublikowane w ubiegłym tygodniu nagrania ówczesnego szefa klubu PO-KO Sławomira Neumanna. - W dość niewybrednych słowach wyraził swoje pogląd na mniejsze miejscowości i pokazał dość niski poziom kultury osobistej. Na wierzch wyszły cynizm i pogarda - stwierdził.

Trzecią kwestią, o której mówił Biedroń, była weekendowa konwencja Koalicji Obywatelskiej, na którą został zaproszony były prezydent Lech Wałęsa. Wskazuje on, że Wałęsa "zbeształ" na niej partię Grzegorza Schetyny.

- To chyba jednak kryzys. Na szczęście Lewica daje radę, PSL też w miarę sobie radzi. Ale sytuacja w Platformie na pewno pomaga PiS-owi. Pewnie także Lewicy, ale ja się akurat wcale z tego nie cieszę. Żeby wygrać z PiS, potrzebujemy Lewicy, ale także silnej konserwatywnej partii, jak PO - mówił.