Niedługo po zakończeniu zaplanowanej na jutro w Moskwie parady wojskowej polski prezydent Andrzej Duda i prezydent USA Donald Trump ogłoszą w Waszyngtonie, jak będzie wyglądało wzmocnienie sił USA w Polsce. Nad Wisłą ma pojawić się do 2 tys. żołnierzy amerykańskich. Czyli dwa razy więcej, niż jeszcze niedawno planowano. Jak przekonują informatorzy DGP, w rozmowach z Waszyngtonem poruszano również kwestię udziału Polski w programie nuclear sharing, ale temat ten ostatecznie spadł z agendy (chodzi o zaproszenie do rozmów o udziale w tym programie). – Rozmowy dotyczące broni nuklearnej nie są przewidywane – mówił przed kilkoma dniami w radiowej Trójce szef BBN Paweł Soloch.

Reklama

Wzmocnienie sił USA jest znaczne. Jednak nie odbyło się bez kosztów. Amerykanie, którzy przyjadą do Polski, będą praktycznie wyjęci spod polskiej jurysdykcji. Zdaniem naszych rozmówców umowa o zasadach ich stacjonowania nie przypomina tych, które USA podpisywały z Niemcami czy Japonią. Również koszty stacjonowania Amerykanów będą w większości po polskiej stronie. Niemniej jednak nawet sceptycy chwalą to, co udało się wynegocjować z USA.

Do Polski ma zostać przeniesione dowództwo V Korpusu z Kentucky. Jednostki wchodzące w skład V Korpusu brały m.in. udział w wojnach w Bośni, Kosowie i podczas drugiej wojny w Iraku w 2003 r. W jego skład wchodzi np. elitarny 2 Pułk Kawalerii. Przed kilkoma dniami Donald Trump poinformował, że z RFN zostanie wycofanych 9,5 tys. żołnierzy.

W Waszyngtonie ma zostać oficjalnie potwierdzone, że przejmiemy pięć samolotów transportowych C-130H Herkules. Odbędzie się to według tzw. EDA (Excess Defense Articles), w ramach którego USA przekazują innym krajom sprzęt, którego nie potrzebują. My zapłacimy za to, by te maszyny przygotować do przelotu przez Atlantyk. Później w Wojskowych Zakładach Lotniczych w Bydgoszczy zostanie przeprowadzony tzw. Programmed Depot Maintenance. Jest to przegląd strukturalny, który wykonuje się co kilka lat. Bydgoskie zakłady już wcześniej uzyskały kompetencje tego typu przy pięciu herkulesach, które wcześniej przejęło Wojsko Polskie (były one starsze niż te, które dostaniemy teraz). To, że chcemy przejąć te samoloty, ogłoszono we wrześniu ub.r. podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Teraz będzie to więc finalizacja zapoczątkowanego wówczas procesu.

Znacznie dłużej ciągnie się sprawa zakupu śmigłowców bojowych, czyli programu Kruk. Tak zwana Faza Analityczno-Koncepcyjna dla tego programu rozpoczęła się w 2014 r. O tym, że ten zakup ma być przyspieszony, mówił jeszcze w 2014 r. ówczesny minister obrony Tomasz Siemoniak z PO. Było to tuż po napaści Rosji na Ukrainę. Jednak później jego następcy – Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak – niewiele w tej materii zrobili. Poza tym, że po korytarzach resortu obrony krążyły plotki, iż kupimy śmigłowce AH-64 Apache. Od kilku lat trwa również analiza, czy w tym wypadku występuje podstawowy interes bezpieczeństwa państwa. Jeśli zostanie podjęta decyzja, że tak jest, resort obrony w ramach szybkiej ścieżki będzie mógł zdecydować o zakupie. Podobnie utrącono postępowanie konkurencyjne na samoloty bojowe i zdecydowano o zakupie samolotu F-35 (który jest przystosowany m.in. do potencjalnego przenoszenia grawitacyjnych bomb atomowych w ramach nuclear sharing). Najpewniej w Waszyngtonie padnie wstępna deklaracja, że Polska chce kupić śmigłowce bojowe w USA, a Stany Zjednoczone chcą nam je sprzedać.

Jeśli faktycznie dojdzie do przebazowania samolotów F-16 z Niemiec, to będzie to prawie 30 sztuk z 52 Skrzydła Lotniczego, które stacjonuje w niemieckim Spangdahlem. Polskie samoloty F-16 stacjonują w Łasku (16 sztuk) i Krzesinach (32 sztuki). W czasie modernizacji pasa startowego w Łasku wszystkie bazowały jednak w Krzesinach. To pokazuje, że jeśli chodzi o infrastrukturę, co najmniej kilkanaście sztuk samolotów F-16 jesteśmy w stanie przyjąć w szybkim tempie.

Jak oceniasz zwiększenie obecności wojskowej USA w Polsce?