"Kierowca w ogóle nie powinien siadać za kierownicą, bo był chory" - twierdzą śledczy. Lekarce, która na to pozwoliła, zarzucili nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy drogowej.

Reklama

Sąd ma zająć się też nieprawidłowościami w dokumentach w firmie turystycznej, między innymi ewidencją czasu pracy kierowców. Chodzi o poświadczenie nieprawdy, dotyczące rzeczywistego czasu pracy. Prokuratura znalazła 260 takich przypadków.

Zarzuty postawiono też specjalistom BHP, którzy przeprowadzali kontrolę powypadkową w biurze turystycznym i nie dopatrzyli się uchybień w dokumentach dotyczących stanu zdrowia kierowców.

W głównym wątku śledztwa zarzuty postawiono współwłaścicielom firmy turystycznej. Są podejrzani o "sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy drogowej" przez dopuszczenie do pracy kierowców bez skierowania ich na badania, które stwierdziłyby brak przeciwwskazań do takiej pracy.

30 września 2005 roku niedaleko Jeżewa autokar wiozący licealistów zderzył się z ciężarową lawetą. Autobus stanął w płomieniach. Zginęło wówczas dziesięcioro uczniów i trzech kierowców.