- mówi "Gazecie Wyborczej" informator.
Jego zdaniem, to powrót do strategii zimnej wojny, gdy służby zachodnie co jakiś czas publicznie informowały o zatrzymaniach szpiegów, by pokazać ludziom, że trzymają rękę na pulsie. Jednocześnie jednak urzędnik zapewnia, że służby cały czas prowadzą - podsyłaniu rosyjskim służbom fałszywych materiałów, czy przewerbowywaniu rosyjskich agentów.
- wyjaśnia informator gazety.
Mężczyzna tłumaczy też, że akcja była zaplanowana już na wrzesień. Trzeba ją jednak było przełożyć ze względu na zmianę rządu. - mówi.
Urzędnik przedstawia też ciekawe informacje dotyczące zwerbowanych agentów. Jego zdaniem podpułkownik Zbigniew J. szpiegował dla Rosjan nie tylko za pieniądze - był sfrustrowany, że jest odsuwany na coraz dalszy plan i chciał zrobić wszystko, by zaszkodzić państwu. Dlatego też zdecydował się na świadomą współpracę - nie był tylko w stanie dotrzeć do najbardziej interesujących GRU materiałów. Z kolei prawnik Stanisław S. współpracował ze względów ideowych, ale dostawał też pieniądze od Rosjan.
ZOBACZ TAKŻE: Sukces czy słabość państwa? Politycy spierają się o szpiegów>>>