Dziennik Gazeta Prawana logo

Po nawałnicach energetyka liczy szkody w tonach i kilometrach

17 sierpnia 2017, 16:41
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Zniszczony słup energetyczny w okolicy miejscowości Rytel
Zniszczony słup energetyczny w okolicy miejscowości Rytel/PAP
Prawie pół miliona odbiorców w Polsce bez prądu w szczytowym momencie po nawałnicach, zniszczone słupy wysokiego napięcia ważące ponad 120 ton w samej poznańskiej Enei. - Naprawa szkód energetycznych w skali kraju pochłonie 150-200 mln zł – powiedział w czwartek Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Energetycy swoje święto spędzali pracowicie. Po nawałnicach, które przetaczały się od 10 sierpnia nad Polską brakowało im rąk do pracy. Ludzie rezygnowali z urlopów, trzeba było ściągać posiłki. Skala zniszczeń była tak ogromna, że nawet dla tej branży, która ze skutkami zdarzeń pogodowych zmaga się w każdej porze roku, to była jednak nowość. W czwartek w resorcie jego szef, Krzysztof Tchórzewski i prezesi Enei i Energi, Mirosław Kowalik oraz Daniel Obajtek, podsumowali niemal tydzień dotychczasowych działań.

- – wyliczał minister Tchórzewski. W dwóch pozostałych spółkach skala wyłączeń była mniejsza – ok. 26 tys. w PGE i ok. 16 tys. w Tauronie.

Minister podkreślił także, że działania służb energetycznych prowadzone były wzorowo. - – podkreślił minister przypominając, że mimo ogromu zniszczeń nie doszło do żadnego nieszczęścia jak np. porażenie prądem, choć wiele zniszczonych kabli godzinami leżało w miejscowościach, które ucierpiały w wyniku nawałnic, które przechodziły przez Polskę od 10 sierpnia.

- – powiedział Tchórzewski.

- – wyliczał Daniel Obajtek, prezes gdańskiej grupy Energa. Minister Tchórzewski dodał, że skalę zniszczeń może zobrazować liczba zniszczonych stacji transformatorowych, gdzie jedna taka stacja przypada w mieście na średniej wielkości osiedle. - – powiedział Tchórzewski. Dodał też, że niewykluczone, iż w polski rząd by pozyskać środki na usuwanie skutków nawałnic poprosi Komisję Europejską o możliwość przesunięcia części przysługujących nam funduszy na inny cel.

Najbardziej w wyniku nawałnic ucierpieli klienci poznańskiej Enei. Ta spółka w tydzień musiała odbudować w sumie ok. 400 km sieci, co zwykle zajmuje jej kilka miesięcy (w sumie należą do niej 102 tys. km sieci energetycznych). Na jej terenie burza uszkodziła 62 słupy wysokiego napięcia, gdzie każdy waży ok. 2 tony. Zwykle w skali roku Enea wymienia ok. 20 takich słupów, więc część z nich trzeba było pilnie zrobić na zamówienie. Część z nich zresztą nie stanie od razu na miejscu, bo to niemożliwe. W czwartek udało się służbom Enei przywrócić zasilanie do Rytla – ale też prowizoryczne, bo sieci nie poszły po słupach, a po drzewach – za zgodą Lasów Państwowych. W Enei bez przerwy pracowało w sumie 220 brygad, przy czym 20 z firm zewnętrznych.

Ilu waszych odbiorców jest jeszcze po ostatnich nawałnicach bez prądu i ile potrwa usuwanie szkód?

Daniel Obajtek, prezes grupy Energa: To kataklizm o rozmiarach, z jakimi dotychczas energetyka nie miała do czynienia. Mamy największy obszar dystrybucyjny pokrywający niemal 25 proc. kraju i te zniszczenia nie były tylko w jednym województwie, a czterech. Zaczynaliśmy od niemal 180 tys. odbiorców odciętych od prądu, dzisiaj po kilku dniach to ok. 5 tys. osób. To odbiorcy przede wszystkim w obrębie Kartuz, gdzie zostaje nam jeszcze do odbudowania ok. 17 km linii średniego napięcia. Na naszym terenie zostało uszkodzonych ok. 8 tys. stacji transformatorowych (w sumie w Polsce w wyniku burz ok. 15 tys. - red.). Do wymiany mamy ponad 1000 słupów niskiego średniego i wysokiego napięcia. Skala zniszczeń jest ogromna. Proces odbudowy jest w sumie trudniejszy niż inwestycji w nową infrastrukturę, ponieważ wchodzi się w nieprzygotowany do tego teren. Musimy usuwać drzewa, dobudowywać drogi, bo ciężki sprzęt nie byłby w stanie dowieźć słupów. Niektóre z nich ważą ponad dwie tony. Cała logistyka tego procesu jest skomplikowana. Robimy to w błyskawicznym tempie. Niektóre rzeczy oczywiście robimy na razie prowizorycznie, ale tylko po to, byśmy mogli jak najszybciej przywrócić dostawy energii. Będziemy potem wracać do tych miejsc i remontować infrastrukturę, ale nie będzie to już wyglądało tak, że nasi klienci będą odcięci od prądu. Wtedy przerwy na czas przepięć będą wynosić 1-2 godziny.

Uspokajał pan akcjonariuszy mówiąc, że sieci były ubezpieczone.

Tak, to prawda. Zawsze tak robimy, bo to gwarantuje stabilnośc spółki. My nie możemy się zastanawiać, czy przyjdzie jakaś klęska żywiołowa, czy nie, tylko musimy zabezpieczyć nie tylko klientów, co jest najważniejsze, ale sytuację i stabilność ekonomiczną naszej spółki.

Ale to nie będzie 100 proc. pokrycia waszych kosztów? Część musicie pokryć ze środków własnych.

Oczywiście, bo jeśli zniszczona była i tak mocno wyeksploatowana sieć, to trudno, by ktoś miał ją budować za nas. Odbudowana sieć musi być lepsza, nowocześniejsza, trwalsza. A na to też pozyskujemy środki z zewnątrz. Nasze zaangażowanie we wszystkie inwestycje jest naprawdę bardzo duże.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj