Dziennik Gazeta Prawana logo

Cztery tony haszyszu w dżinsach

12 listopada 2008, 03:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cztery tony haszyszu w dżinsach
Inne
Blisko sto dni trwała tajna operacja policjantów z Pakistanu, Holandii, Niemiec i Polski, która zakończyła się przechwyceniem ośmiu ton haszyszu o czarnorynkowej wartości 240 mln zł. "Wykorzystaliśmy najnowsze techniki szpiegowskie, a i tak kilkakrotnie było blisko fiaska" - mówi DZIENNIKOWI oficer Centralnego Biura Śledczego.

Trzy miesiące temu policjanci dostali informację, że z Pakistanu płyną do holenderskiego portu dwa kontenery wypełnione ośmioma tonami haszyszu. Paczki z narkotykami ukryte były pośród innych, zawierających dżinsy. "Postanowiliśmy sprawdzić, jak przestępcy chcą je rozprowadzić. Chcieliśmy złapać wszystkie zaangażowane w to osoby" - tłumaczy rozmówca DZIENNIKA.

Zgodnie z dokumentami holenderski port miał być dla dżinsów jedynie przystankiem na drodze do Szczecina, a stamtąd dalej na Litwę. Dlatego policja zdecydowała się na niezwykle trudną operację "przesyłki niejawnie nadzorowanej": zamiast od razu przejąć narkotyk, pierwszy z kontenerów miał być dyskretnie śledzony. "Utworzyliśmy specjalny sztab. Non stop byliśmy w kontakcie z naszymi partnerami z Holandii, Niemiec" - opowiada oficer.

Początkowo wszystko szło dobrze - w Holandii tamtejsi policjanci zainstalowali w kontenerach nadajniki GPS i podmienili haszysz na podobną substancję. Potem ładunek trafił do Szczecina. Ale od tego momentu misterny plan zaczął prześladować pech. Kontener tygodniami czekał na nabrzeżu, bo przemytnicy musieli uzupełnić braki w dokumentach celnych. Policjanci cały czas go obserwowali, obawiając się, że ktoś go po cichu rozładuje.

Dopiero po upływie miesiąca po transport zgłosił się kierowca tira, ale znów powodzenie operacji zawisło na włosku. Traf chciał, że tego dnia celnicy każdy z wyjeżdżających ładunków przepuszczali przez rentgen. Gdyby wykryli haszysz, śledczy straciliby szansę nakrycia organizatorów przemytu.

"Mogliśmy ponieść klęskę. Udało nam się jednak spowodować awarię rentgena" - opowiada policjant biorący udział w akcji. Ciężarówka z kontrabandą trafiła na teren jednej ze szczecińskich firm transportowych. Nadal nie było jednak pewności, czy tu jest odbiorca narkotyku. Dopiero gdy rano tir wyjechał z posesji, został rutynowo zatrzymany przez drogówkę i celników.

Okazało się, że plomba została zerwana, a narkotyk zniknął - czyli odbiorcą haszyszu była firma transportowa. Na jej teren natychmiast weszli policjanci i odnaleźli pudła z narkotykiem. Jednak kluczowa postać przemytu, właściciel firmy Andrzej M., Polak od lat mieszkający w Holandii, został zatrzymany przez policjantów dopiero przed kilkoma dniami. "Wcześniej nie był karany, ale szybko ustaliliśmy, że doskonale wiedział, co wysyła do kraju. Narkotyki dostał od międzynarodowego syndykatu przestępczego, w Polsce miały być podzielone. To była prawdopodobnie jego pierwsza nielegalna operacja" - mówi oficer CBŚ.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj