Ciała ofiar wypadku zostały zidentyfikowane, m.in. dzięki badaniom DNA. "Zostaną one przetransportowane do Polski później" - poinformował wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. Dodaje, że rozmowy z bliskimi ofiar były dla bardzo trudne.
"Najgorsza była dla mnie rozmowa z żoną zmarłego i jego 6-letnią córką, kiedy musiałem wytłumaczyć im, że ojciec zginął, a one wracają do Polski" - powiedział Łukaszczyk.
p
- Wczasy w Bułgarii miały być wspaniałym wypoczynkiem dla całej rodziny. Mąż pani Marii, górnik z kopalni "Ziemowit" w Lędzinach zabrał żonę i córkę na zakładowe wakacje. Przeżył on i ich młodsze dziecko.
- Córka pani Marii nigdy nie była za granicą. Uczennica pierwszej klasy szkoły podstawowej od dawna czekała na te wymarzone wakajce.
- Uwielbiał podróże. Wszystkie zarobione pieniądze przeznaczał na wycieczki do tropików, nad morze i na narty. Był kawalerem, mieszkał z rodzicami.
- "Pogoda jest wspaniała" - pisał na pocztówce, którą dzień przed tragedią dostała jego żona. Niedawno przeszedł na emeryturę. Całe życie pracował w kopalni. Zostawił żonę i syna.
- Osierocił żonę i dwoje dzieci. Wiele lat pracował w kopalni "Ziemowit". Ten wyjazd miał być dla niego spełnieniem marzeń.
Pojechała do Bułgarii z rodzicami. Rodzice chcieli ją wysłać na kolonie, ale dziewczynka nie chciała rozstawać się z mamą. Dlatego całą rodziną pojechali nad Morze Czarne. To był jej
pierwszy wyjazd za granicę.