Profesor Monika Płatek stwierdziła w Radiu ZET, że wyrok na Mariusza Kamińskiego - trzy lata więzienia i 10 lat zakazu pełnienia stanowisk kierowniczych w administracji publicznej za przekroczenie uprawnień w tzw. aferze gruntowej - jest surowy, ale wydaje się niezwykle sprawiedliwy. - Mam nadzieję, że się uprawomocni - dodała. 

CZYTAJ WIĘCEJ O WYROKU NA MARIUSZA KAMIŃSKIEGO >>>

Ostro skrytykowała metody, po które sięgał były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. - Pan Kamiński nie walczył z korupcją, pan Kamiński na korupcję przyzwalał. Robił to, czego nie wolno robić władzy: tworzył afery i tylko takie afery był zdolny wykrywać - mówiła, nazywając takie działanie sprzeniewierzeniem się społeczeństwu i prawu. A to dlatego, że - jak podkreślała - instytucje mają obowiązek zakładać uczciwość obywateli.

- Ci wszyscy ludzie, którzy w to wpadali, mieli prawo nie wiedzieć, na co ich stać. Pani Sawicka miała prawo nie wiedzieć, następni też. Nie jest zadaniem państwa, aby sprawdzać, czy pani i ja jesteśmy podatne, czy nie - podkreśliła Monika Płatek.

Karnistka posunęła się nawet do zestawienia akcji CBA za Mariusza Kamińskiego z tym, co działo się w organach ścigania w czasach stalinowskiej Rosji - jej zdaniem, takie zestawienie wypada na niekorzyść Kamińskiego. 

- Generał Kiszczak takich rzeczy nie robił. Nawet w stalinowskiej Rosji takich numerów nie robiono. Posunęliśmy się dalej - stwierdziła. I podkreśliła, że istnienie jakichś przełożonych nad Mariuszem Kamińskim nie zwalniał go z odpowiedzialności za podejmowane działania.

- Bardzo dobrze, że jest wreszcie wyrok, który jest wyrokiem skazującym, bez zawieszenia i mówiącym bardzo wyraźnie, że ktoś, kto kieruje CBA nie może sobie pozwalać na to, aby za moje pieniądze chodzono za panią i sprawdzano, ile trzeba z panią popracować i jak panią trzeba urobić, żeby się okazało, że uczciwa osoba da się na coś nabrać - podsumowała Monika Płatek w rozmowie z Moniką Olejnik.