W szczegółach jednak wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi. Początkowo straż graniczna, w której rękach znalazła się kobieta, twierdziła, że sutener chciał ją sprzedać do jednego z polskich domów publicznych. Źródła w policji powiedziały jednak DZIENNIKOWI, że celem podróży miała być Holandia.

"Ugandyjka zeznała, że usłyszała to w czasie rozmowy telefonicznej, którą odbył jej oprawca" - powiedział DZIENNIKOWI jeden z policjantów zbliżony do śledztwa.

Śledczy prowadzący dochodzenie mówią, że mają dużą trudność z wyciągnięciem z Afrykanki szczegółów. "Jest bystra, pełna energii. Przestaje się jasno wypowiadać dopiero gdy dopytujemy ją o szczegóły podróży, którą odbyła ze środka Afryki do centrum Warszawy. Nie potrafi bądź nie chce również opowiedzieć nic konkretnego o mężczyźnie, który namówił ją do wyjazdu" - usłyszał DZIENNIK od jednego z oficerów zajmujących się sprawą.

Domniemana ofiara handlu ludźmi nie jest w stanie opisać, gdzie dokładnie spędziła noc z czwartku na piątek - kilka godzin między jej ucieczką z samochodu sutenera a znalezieniem przez przechodniów. Mówiono, że przebywała w podziemiach Dworca Centralnego, ale nie natknął się na nią żaden z patroli policyjnych. Nie do końca jasne jest, w jaki sposób dostała się na posterunek straży granicznej na warszawskim Mokotowie.

DZIENNIKOWI udało się ustalić jeden podstawowy fakt: oprawca Ugandyjki był jeden. Ten sam mężczyzna zwabił ją na początku grudnia na ulicy w Kampali i obiecał pracę sprzątaczki w swoim europejskim domu, i ten sam przemycał ją później do Europy. Nic nie wiadomo na temat jego narodowości. "Mówił innym niż angielski językiem. Określiła go jako bulgoczący. Stanowczo stwierdziła, że brzmiał inaczej niż polski" - ujawnia DZIENNIKOWI nasz rozmówca. Policja przyznaje, że z rozmów z Afrykanką nie powstał nawet precyzyjny rysopis domniemanego sprawcy.

Zdaniem naszych rozmówców szanse na szybkie odnalezienie sutenera nie są wielkie. Choć prowadził przy kobiecie wiele rozmów przez telefon, to większości nie była w stanie zrozumieć. Z operacyjnych ustaleń policji wynika, że dostarczaniem kobiet do domów publicznych zajmują się na całym świecie doskonale zorganizowane gangi. DZIENNIK sprawdził, czy często działają w Ugandzie. Zdaniem Jeana-Philippe'a Chauzy z Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IMO) rzadko. "Wiemy o dwóch przypadkach Ugandyjek w Danii, jednym w Turcji i kilku w Wielkiej Brytanii. W samej Ugandzie tego typu sprawy dotykają głównie mieszkanki wiosek" - twierdzi.

Jednak według doniesień największego ugandyjskiego dziennika "New Vision" problem jak najbardziej istnieje. Trzy miesiące temu w afrykańskim kraju złapano obywatela Szwecji, który organizował siatkę handlarzy żywym towarem. Także tamtejsi policjanci jednak ostrzegają, że liczba szmuglowanych do Europy Ugandyjek stale rośnie.

Przypomnijmy: Ugandyjkę znaleziono w piątek nad ranem w okolicach Dworca Centralnego. Twierdziła, że do Polski została przemycona przez nieznanego białego mężczyznę, z którym przez kilkadziesiąt dni przejechała ze swojego kraju do Europy. Zeznała, że mężczyzna bił ją, gwałcił i odurzał narkotykami.

p

ILONA BLICHARZ: Jak działają gangi przerzucające kobiety z Afryki do Europy?
ZBIGNIEW LASOCIK*: Bardzo wyrafinowanie. Stosują różne metody zniewolenia kobiety, np. gwałcąc je, robią zdjęcia, które później służą jako narzędzie szantażu. Członkowie gangów często też grożą, że zrobią krzywdę bliskim ofiar. Dla niejednej afrykańskiej kobiety zniewoleniem może być już samo wyrwanie jej z miejsca zamieszkania. Pamiętajmy, że w Afryce wciąż są wioski, w których nie ma nawet prądu.

Jak dużo Afrykanek, ofiar handlarzy żywym towarem, może trafiać do Polski?
Niestety w przypadku tego typu przestępstw widzimy tylko wierzchołek góry lodowej, ale na pewno takich kobiet było więcej niż tylko te dwa przykłady, o których ostatnio słyszeliśmy. Ile - nikt nie jest w stanie oszacować, ale dobrze, że takie przykłady są nagłaśniane, bo to pokazuje, że problem istnieje.

Sprowadzanie do Polski kobiet z Nigerii czy Ugandy to nowe zjawisko?
W naszej części Europy wciąż tak. Do tej pory był to proceder popularny szczególnie na południu Europy - Włochy, Hiszpania, Grecja. Teraz może się okazać, przez nasz kraj przerzucane są kobiety z Afryki na Zachód np. Niemcy w inne rejony świata, a niektóre z nich pozostają w Polsce.

W krajach tradycyjnie wielonarodowych cudzoziemcy aż tak bardzo nie rzucają się woczy, to też może mieć znaczenie. Za młode atrakcyjne kobiety z Afryki przestępcy wszędzie dostają więcej pieniędzy.

*prof. Zbigniew Lasocik, kierownik Ośrodka Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego