Był prawdziwym mężczyzną, który o wszystkim decyduje i przynosi do domu łup dla swojej kobiety - opowiada Krystynie Pytlakowskiej Małgorzata Potocka. - Kiedy byłam w ciąży z Weroniką, nie pozwalał mi samej wychodzić na ulicę, bał się, że się poślizgnę i przewrócę. Była ciężka zima. Przenosił mnie na rękach przez oblodzone chodniki - wspomina. Jaki Grzegorz Ciechowski wyłania się z "Obywatela i Małgorzaty"? Przede wszystkim bardzo skomplikowany, wsparty emocjonalnie na swojej partnerce, która - jak mówi - dla niego zostawiła aktorstwo, którą pochłonęła muzyka Ciechowskiego i on sam.

Miał różne fobie, lęki, nerwice. Był bardzo nieśmiały, krył się za jej plecami. Kiedy wchodzili oboje w przestrzeń publiczną, do ludzi, do dziennikarzy, chował się w sobie, stawał się odpychający i niemiły. - Grzegorz przypominał oswojonego, ale nieufnego psa. Przestawał warczeć, ale łapy nie podał nigdy - wspomina Małgorzata Potocka. Z drugiej strony dodaje, że nie czuł lęku przed tłumem, ale nie lubił być pod obstrzałem spojrzeć. Dlatego trochę się jąkał. Za to w gronie przyjaciół stawał się innym człowiekiem. Potocka opowiada, jak przychodzili do ich mieszkania na Górnośląskiej artyści - Jan Borysewicz, Janusz Panasewicz, Stanisław Soyka, Kayah, a zwłaszcza Kora, mieszkająca po sąsiedzku, przy Rozbrat.

Przyjaźnili się również z Aleksandrem Kwaśniewskim. Zresztą początku ich znajomości dotyczy ciekawa anegdotka, którą przytacza w książce Małgorzata Potocka. Wiąże się z narodzinami ich córki Weroniki w 1987 roku. Wtedy właśnie Grzegorz Ciechowski, Aleksander Kwaśniewski oraz poeta Jan Wołek zostali laureatami państwowej nagrody imienia Stanisława Wyspiańskiego. Nagrodą był wyjazd do Tokio. Wyjazd Grzegorza zbiegł się z porodem. Małgorzata uparła się, by dostarczyć mu zdjęcie ich córki. Aby tego dokonać, zdecydowała się na szalony wręcz krok. Gdy zaczęły się bóle porodowe, wsiadła w taksówkę i pojechała do resortu sportu, do Aleksandra Kwaśniewskiego, ówczesnego ministra...

Wchodzę więc do sekretariatu, dźwigam przed sobą wielki brzuch, po twarzy leje mi się pot, oczy wybałuszone. Pytam sekretarkę: "Gdzie jest pan Kwaśniewski?". Wyglądałam zapewne jak kochanka, która przyszła zrobić skandal. Nic dziwnego, że sekretarka zaczęła mnie uspokajać: "Cichutko, proszę pani. Proszę nie robić awantur". Zagrodziła sobą drzwi, tłumacząc, że pan Kwaśniewski ma teraz naradę. Poprosiła, żebym weszła do innego pokoju. Ja na to, że mowy nie ma, że zaraz będę rodzić, jestem w drodze na porodówkę. Przerażona odsunęła się od drzwi. Wparowałam więc do sali, gdzie wzdłuż długiego stołu siedziała masa facetów w garniturach. Pytam: "Który z was jest Kwaśniewski?". Nie znałam go jeszcze, wiedziałam tylko, że dostał nagrodę i jutro leci do Tokio. Zgromadzone towarzystwo przy stole zapewne myślało, że byłam w ciąży z Kwaśniewskim...

Zdumiony Kwaśniewski zgodził się dostarczyć zdjęcie Weroniki Ciechowskiemu. Wykonała je potajemnie w szpitalu siostra aktorki, Alina, przekazała Kwaśniewskiemu w dniu wylotu z samego rana, a przyszły prezydent słowa dotrzymał i zawiózł muzykowi fotografię. Narodziny Weroniki przewróciły cały program pobytu w Tokio. - Kwaśniewski zamiast odbywać spotkania, zamknął się z Grzegorzem i Janem Wołkiem w hotelu. Zrobili sobie trzy dni pępkowego. Grzegorz opowiadał później: "Postawiliśmy sobie zdjęcie Weroniki na stoliku pomiędzy butelkami wódki, whisky i sake, no i dawaliśmy czadu" - wspomina Małgorzata Potocka.

To jedna z wielu anegdotek i jeden z wielu sekretów, jakie na temat lidera Republiki ujawnia jego była partnerka. Opowiada na przykład o intymnych schadzkach, jakie urządzali sobie w hotelach, jak obcy ludzie. - Przebieraliśmy się więc za nieznajomych i umawialiśmy się na mieście. Uwielbialiśmy takie zabawy. Ja byłam kobietą do wynajęcia przez telefon, a Grzegorz bogatym biznesmenem. To wszystko było bardzo podniecające. Seks dla niego był twórczością, jak muzyka - tłumaczy Potocka. Nie ucieka również od wyznań na temat przygód z narkotykami. Jak mówi, Grzegorz może czasami jakąś fajeczkę zapalił. Potwierdza także, że oprócz marihuany, czasami pojawiała się również kokaina. Ciechowski żył szybko, intensywnie, w ten rytm wciągnął Małgorzatę, ale jak sama przyznaje, nie była gotowa na ostry zakręt, jakim była zdrada małżeńska. Potocka śmiało opowiada o okolicznościach, w których Ciechowski ją zostawił dla swojej późniejszej żony, Anny. Dziś te wyznania przychodzą jej z większą łatwością, choć jak dodaje, z szoku nie mogła się podnieść przez siedem lat.

To była piękna historia - podsumowuje 10 lat związku z muzykiem Małgorzata Potocka, ale podkreśla, że nie pogodziła się z jego śmiercią do dziś.

Grzegorz Ciechowski niespodziewanie zmarł 22 grudnia 2001 roku. Jego telefon wciąż leży w szufladzie. - Ale nie mam ochoty wykręcać jego numeru, słyszeć jego głosu: "Tu Grzegorz, zostaw wiadomość" - przyznaje. - Nie chcę słyszeć tej ciszy, która potem następuje.


Małgorzata Potocka, Krystyna Pytlakowska, "Obywatel i Małgorzata", Czerwone i Czarne