Politycy Ruchu Palikota, którzy zgłosili wniosek o odwołanie Wandy Nowickiej twierdzą, że musiało dojść do pomyłki, za którą stoją organy Sejmu. To jest druk sejmowy, nie nasz - przekonywał w rozmowie z reporterem "Czarno na Białym", Artur Dębski, poseł RP. Po chwili dodał jednak: Nie wiem. Pomyliliśmy się? Jestem zaskoczony.

Podkreślił także, że wniosek o odwołanie wicemarszałka Sejmu nie został przygotowany zanim jeszcze wybuchła afera z nagrodami dla Prezydium Sejmu. To dużego kalibru manipulacja – dodał. Dokument wpłynął do sekretariatu marszałka Sejmu 1 lutego, co potwierdza pieczątka na piśmie. Pewnie 1 lutego był pisany (wniosek o odwołanie - red.) i ktoś pomylił styczeń z lutym, zdarza się. Ale na pewno chodzi o miesiąc później - potwierdził Andrzej Rozenek, poseł Ruchu Palikota.

Problem jednak w tym, że klub miał wcześniej dane o premierach dla Prezydium Sejmu, które stały się powodem do odwołania Wandy Nowickiej z funkcji wicemarszałka Sejmu. To tego przyznał się Wojciech Penkalski, rzecznik dyscypliny klubowej. Bliższych szczegółów na ten temat nie chciał jednak ujawnić.  Chodzi o decyzję Prezydium Sejmu, które przyznało sobie około 250 tys. zł premii. Nowicka dostała 40 tys. zł, o czym nie poinformowała klubu.

Janusz Palikot twardo obstaje, że wniosek o jej odwołanie został przygotowany już po wybuchu afery z nagrodami. Myśmy ten wniosek złożyli po, za tę datę odpowiada Kancelaria Sejmu, nie my – zapewnił. Jan Węgrzyn z Kancelarii Sejmu odbił jednak piłeczkę: Kancelaria Sejmu nie uczestniczyła w przygotowaniu tego pisma, ani nie może ingerować w treść pism, które są składane do Kancelarii Sejmu.