Zaczęło się od publikacji tygodnika "Wprost", który ujawnił, że abp Sławoj Głódź ma w swojej parafii księży, którzy zamierzają napisać przeciwko niemu skargę do Watykanu. Księża anonimowo narzekali, ze arcybiskup ich poniża i ma problem z nadużywaniem alkoholu.

Reklama

Temat kontynuuje w świątecznym wydaniu "Gazeta Wyborcza". Dziennikarze gazety opisują m.in. jednego z obrońców Głódzia - ks. Mirosława Bużana. On sam w jednym z wywiadów nazwał się prawą ręką arcybiskupa.

"GW" pisze zaś, że ks Bużan był ulubieńcem arcybiskupa Głódzia, który mianował go dyrektorem budownictwa sakralnego w archidiecezji gdańskiej i awansował, mimo afery oraz toczącego się procesu.

Bużan w grudniu 2011 roku został skazany prawomocnym wyrokiem za rozpijanie i molestowanie 15-letniej dziewczyny. Ksiądz zaprosił ją na plebanię i nakłonił do picia. Potem całował dziewczynę w usta i uszy, masował jej plecy.

Ta uciekła i opowiedziała o wszystkim rodzicom. Ksiądz wszystkiemu zaprzeczył, ale wieczorem wysłał dziewczynie sms-a: Naskarżyłaś na mnie. Rodzice i policja nie mieli wtedy wątpliwości. Ksiądz trafił do aresztu.

Jak podaje "GW" to nie jedyny protegowany Głódzia, który ma tego rodzaju kłopoty. Arcybiskup zbagatelizował skargę na zachowanie jednego ze swoich proboszczów. W efekcie ksiądz nadal gościł na plebanii swojego nastoletniego przyjaciela, który zostawał u niego na noc, jeździł jego samochodem.