Nie brak równowagi psychicznej, lecz desperacja kierowała czynami mężczyzny, który dziś przed południem postrzelił dwóch karabinierów przed siedzibą włoskiego rządu w Rzymie. Grozi mu za to nie mniej niż dziesięć lat więzienia.
Była to zbrodnia z premedytacją, a nie gest niepoczytalnej osoby, jak przypuszczano w pierwszym momencie. 49-mężczyzna, rodem z południa Włoch, ale zamieszkały na północy, od 20 dni przygotowywał się do tego, co nazwał , podyktowanym jego desperackim położeniem: był bez pracy, rozstał się z żoną. Jak stwierdził, nie miał nic od stracenia. Do tego stopnia, że ostatni pocisk chciał zostawić dla siebie. Planował zabójstwo któregoś z polityków.
Tę wersje wypadków potwierdził prokurator Pierfilippo Laviani, który przesłuchał już zatrzymanego. Chciał strzelać do polityków, widząc, że do nich nie dotrze, strzelał do karabinierów. Mężczyzna przyznał się do wszystkiego, nie wyrażając skruchy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło IAR
Powiązane