Barwny korowód przejdzie przez Warszawę już za tydzień, w sobotę 13. czerwca. Tyle że ciągle nie wiadomo którędy. "Mamy zgłoszenie o planowanej paradzie, ale organizatorzy ciągle nie dosyłają szczegółowe trasy" - mówi Mirosław Szymanek z warszawskiego biura bezpieczeństwa. "Cierpliwie czekamy, mają na to czas do środy do północy" - dodaje.

Reklama

Tomasz Bączkowski z Fundacji Równości organizującej paradę przyznaje, że trasa przemarszu celowo trzymana jest w tajemnicy: "Nie chcemy prowokować prawicowych grup do organizowania kontrparad. W poprzednich latach zdarzało się, że znając dokładna trasę i godzinę naszej parady składali wniosek do miasta o dokładnie tą sama trasę" - tłumaczy Bączkowski.

Na razie skrajne organizacje czekają w przyczajeniu i nie zgłaszają swoich wniosków do ratusza. W Narodowym Odrodzeniu Polski usłyszeliśmy, że choć nie planują kontrparady, to zamiast tego : "Będzie na pewno akcja "14-stka" - mówi nam Adam Murczyk z NOP. - "Czyli na happeningi przeciwko tym chorym ludziom przyjdą małe, co najwyżej 14 osobowe grupy. Do tej liczby członków manifestacji nie jest potrzebna zgoda miasta" - dodaje Murczy.

Organizatorzy Parady Równości boją się, że może powtórzyć się sytuacja z poprzednich lat. W 2005 roku zostało rannych trzech uczestników manisfestacji. Jedną był policjant, dwie to uczestnicy marszu, którzy zostali obrzuceni butelkami i kamieniami.

Co na to władze Warszawy? Prezydent miasta może teoretycznie nie wydać zgody na manifestację, ale w praktyce jest to bardzo trudne. "Moglibyśmy odmówić, gdyby ktoś zgłosił marsz propagujący łamanie prawa, jak faszyzm czy rasizm. Ale przecież nikt nie pisze tego we wniosku do ratusza" - mówi Szymanek. Przepisy mówią też o odmowie w przypadku zachodzącego prawdopodobieństwa zagrożenia życia, zdrowia lub uszkodzenia mienia o znacznej wartości. "Ale jak ocenić czy zagrożenie jest realne?" - mówi Szymanek.