Rosyjscy i polscy śledczy natrafili na nie podczas kolejnych oględzin wraku maszyny, która przechowywana jest w prowizorycznym hangarze na lotnisku w Smoleńsku, jak podał RMF FM.

Wiadomo, że przedmioty trafiły już do Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Co dokładnie, tego jednak nie wiadomo.

Reklama

To przedmioty ujawnione i odnalezione w toku trwania uzupełniających oględzin miejsca zdarzenia oraz wraku Tu-154M nr boczny 101, jakie prowadzone były pod nadzorem prokuratora Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie (…) w dniach 17 września-12 października 2012 roku – powiedział tylko "Gazecie Polskiej Codziennie" Jan Gęsich, szef zarządu dochodzeniowo-śledczego Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej.

Rodziny ofiar już wezwano do siedziby żandarmerii w Mińsku Mazowieckim, aby zidentyfikowały, do kogo dokładnie mogły należeć. Mają się tam stawić 18 i 25 kwietnia.

Do wszystkich tych osób wystosowaliśmy pismo informacyjne o wyznaczonych terminach okazania rzeczy i przedmiotów - przekazał ppłk Marcin Wiącek.

Jak to możliwe, że wciąż znajdują tam jakieś rzeczy, być może rzeczy babci. Przecież tyle osób miało skrupulatnie sprawdzać teren katastrofy. Dlaczego tego nie zrobiono? Nikt już nie ma szacunku do naszego bólu. Po raz kolejny przez błędy śledczych musimy od nowa przeżywać te trudne chwile - skomentował Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz, byłej działaczki "Solidarności".