Dziennik Gazeta Prawana logo

Marcin P. przed komisją: "parasol" ochronny nad Amber Gold był, ale ja o jego istnieniu w ogóle nie wiedziałem

24 października 2017, 12:59
Ten tekst przeczytasz w 18 minut
Marcin P.
Marcin P./PAP
Był taki plan, by przewozić samolotami OLT Express pasażerów na zlecenie Kancelarii Sejmu, Senatu i Kancelarii Prezydenta - potwierdził we wtorek przed komisją śledczą były szef Amber Gold Marcin P.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) zapytała Marcina P., "czy były plany, aby pan, czy OLT rozpoczęło przewóz osób, które mogą korzystać w ramach Kancelarii Sejmu czy Senatu bądź Kancelarii Prezydenta". Marcin P., odpowiedział: "Tak, był taki plan". Nie pamiętał dokładnie kiedy powstał ten plan.

Wassermann dopytywała, kto prowadził rozmowy w tym zakresie i z kim? odpowiedział P.

Kto chciał korzystać z samolotów OLT?

Wcześniej szefowa komisji pytała też, czy w styczniu 2012 r. samoloty i załoga OLT brała udział w ćwiczeniach antyterrorystycznych organizowanych m.in. przez ABW w ramach przygotowania na Euro 2012? odpowiedział P.

Marcin P. potwierdzał także, że zapytania o wykorzystanie samolotów OLT Express przychodziły z innych podmiotów, m.in. z Komendy Głównej Policji w związku z transportem osób podlegających ekstradycji.

Marcin P.: Misiewicz nie była fikcyjną księgową Amber Gold

Były szef Amber Gold przekonywał też, pytany przez Jarosława Krajewskiego (PiS), że Danuta Misiewicz nie była "fikcyjną księgową" Amber Gold, bo nie była księgową spółki, tylko zajmowała się finansami całej grupy. Przyznał, że on sam odpowiadał za księgowość Amber Gold, a prowadziło ją 14 osób.

Zapewniał, że księgowość Amber Gold była prowadzona w sposób rzetelny, nie zdążono jedynie przenieść wszystkich danych do jednego systemu, stąd dziś dostępne szczegółowe dane księgowe mogą być niezgodne z ustawą o rachunkowości.

Zeznał, że gdy Danuta Misiewicz pytała go, czy za pieniądze klientów Amber Gold kupowane jest złoto, "dostała odpowiedź twierdzącą".

Mówił, że faktury za zakup złota były w spółce i zostały zabezpieczone. Wartość zakupionego złota, według Marcina P., to 394 mln zł.

Podczas przesłuchania dochodziło do słownych przepychanek. Marcin P. stwierdził, że nie rozumie jednego z kolejnych pytań posła Marka Suskiego. - - rzucił Suski. Pytał Marcina P. dlaczego większość jego klientów myślała, że kupi on dla nich złoto. - - stwierdził po raz kolejny P. - – odpowiedział poirytowany poseł Suski.

Marcin P. kontra Małgorzata Wassermann

Polemizował ponadto z opiniami Małgorzaty Wassermann, że faktury Amber Gold nie były prawidłowo opisane. Zapewniał, że faktury były prawidłowo opisane zgodnie z ustawą o rachunkowości, tylko był to opis w systemie Comarch XL, natomiast opisów nie mają faktury, którymi posługuje się prokuratura.

"Nikt nigdy więcej mnie o Michała Tuska nie pytał"

Wassermann (PiS) pytała Marcina P., czy w jakiejkolwiek sprawie dot. Amber Gold prowadzonej przez ABW lub prokuraturę był pytany o Michała Tuska. Były szef Amber Gold przyznał, że na początku września 2012 roku, gdy siedział w areszcie, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku odwiedziła go i zadała m.in. kilka pytań o Michała Tuska. - - wskazał.

Interesowało ją, jak mówił, "czy Michał Tusk mógł narazić port lotniczy na szkody i czy wynosił jakiekolwiek dane z portu lotniczego".

Marcin P. powtórzył przy okazji, że to co Michał Tusk przekazywał z portu gdańskiego było "tajemnicami przedsiębiorstwa", a nie było powszechnie dostępne, jak zeznawali niektórzy świadkowie, m.in. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Przyznał, że śledztwo, w ramach którego był o to pytany, "to była inna sygnatura, to była inna sprawa, inny wątek, jakby nie wiążący się ze sprawą Amber Gold". - - wyjaśniał.

Suski (PiS) pytał świadka, czy w trakcie jego pobytu w areszcie kontaktowali się z nim pracownicy Amber Gold. - - odparł. - mówił Marcin P. Podkreślił, że sytuacja ta wydała mu się "nienormalna". - - oświadczył. Dodał, że zgłosił ten fakt również w sądzie.

Jak mówił, sytuacja ta miała miejsce ok. miesiąc temu. Przekonywał, że później nie widział już wspomnianego funkcjonariusza, oraz że nie zna jego nazwiska. Według b. prezesa Amber Gold, w momencie spotkania, funkcjonariusz pracował w więzieniu od miesiąca. Dopytywany, czy podczas rozmowy Marcin P. otrzymał od niego jakieś propozycje, zaprzeczył. - - zaznaczył.

Luźne rozmowy z funkcjonariuszami ABW

Wassermann (PiS) pytała P. o wątek małego świadka koronnego oraz o to, czy prokuratura kiedykolwiek powróciła do takiej propozycji lub czy ewentualnie P. ją ponawiał. - - powiedział P.

Dopytywany, dlaczego komisja nie miałaby powstać, P. odpowiedział: "Bo nie ma takiej woli politycznej, żeby powstała, tak to zostało powiedziane". P. dodał, że te słowa padły w areszcie śledczym w Gdańsku. Wassermann pytała P., czy miał wrażenie, że prokuratura jest w ogóle zainteresowana współpracą z nim. - - odpowiedział P. Potem przewodnicząca pytała, czy prokuratura kiedykolwiek dążyła do tego, aby ustalić role w firmie, a co za tym idzie później role procesowe osób, które były w kręgu P. - - ponownie odpowiedział P.

Marcin P. powiedział też, że zarówno w prokuraturze z prokuratorami, jak i z funkcjonariuszami ABW prowadził luźne rozmowy, gdy był na przykład wożony na przesłuchania. - - mówił.

- - powiedział P. - - dodał.

"Przecieki nie mogły pochodzić ze środowiska dziennikarskiego"

Poseł Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zapytał Marcina P., czy któryś z funkcjonariuszy służb - ABW, CBA, policji - którzy rozmawiali z nim już po jego aresztowaniu, proponowali mu jakąś formę współpracy. Marcin P. odmówił odpowiedzi na to pytanie, w związku z toczącym się postępowaniem karnym.

Zembaczyński stwierdził wtedy, że P. nie jest psychicznie gotowy do mówienia prawdy o Amber Gold. Zarzucił P. oszukiwanie opinii publicznej. Marcin P. odpowiedział: - .

Zembaczyński powiedział, że w materiałach śledztwa jest mail wysłany do Marcina P. przez Pawła M. 2 sierpnia 2012 r., w którym M. pisał, że doszły do niego informacje, że Amber Gold będzie chciała ogłosić upadłość w ciągu najbliższych dni. W związku z tym Zembaczyński spytał Marcina P., czy na początku sierpnia 2012 r. dobrze wiedział, że Amber Gold upadnie. Również na to pytanie b. szef Amber Gold odmówił odpowiedzi, ze względu na toczące się postępowanie karne.

Dopytywany, czy na przełomie lipca i sierpnia 2012 r. dochodziły do niego ostrzeżenia, odpowiedział: "W tamtym okresie czasu Paweł M. (...) potwierdzał to, co ja już wiedziałem wcześniej". Na pytanie, z jakiego źródła miał tę wiedzę, Marcin P. oświadczył, że nie odpowie na to pytanie, ze względu na toczące się postępowanie karne.

Zembaczyński zapytał wtedy Marcina P., czy przecieki, które do niego dochodziły, pochodziły ze środowiska dziennikarskiego, czy ze służb. B. szef Amber Gold odpowiedział, że ze środowiskiem dziennikarskim nie miał praktycznie żadnego kontaktu, chyba że to były jednorazowe spotkania. - - powiedział Marcin P.

Był biznesplan dla Amber Gold

Marcin P. zapewnił, że był biznesplan dla Amber Gold, ale nie chciał mówić o szczegółach. Oświadczył, że nie zamierzał kupować Finroyal, zgodził się na pożyczkę dla tej spółki. Pytany, czy ktoś mu kazał przelać transzę 1,2 mln zł tej pożyczki, odparł, że było to sugerowane, by uspokoić sytuację. Jednocześnie Marcin P. oświadczył, że chce sprostować zeznania złożone przez Andrzeja K. b. prezesa spółki Finroyal. Finroyal był to parabank działający w czasie funkcjonowania Amber Gold. Marcin P. przekazał też komisji maile - swą korespondencję z ówczesnym prezesem Finroyal.

- - powiedział Marcin P.

- - podkreślił. Zapytany, po co w ogóle były mu kontakty z ówczesnym prezesem Finroyal, odmówił odpowiedzi na pytanie i stwierdził, że już o tym mówił podczas poprzednich zeznań.

"Adamowicz mija się z prawdą"

Były szef Amber Gold był przez Joannę Kopcińską (PiS) pytany o sponsorowanie przez tę spółkę gdańskiego ZOO.

Przyznał, że spółka chciała sfinansować budowę domku dla lemurów lub gibonów. Sprawa była jednak złożona, bo gdyby po prostu przekazała pieniądze na konto ZOO, trafiłyby one do urzędu miasta.

Dyrektor ZOO Michał Targowski ustalał zatem z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem, zeznał Marcin P., w jaki sposób to przeprowadzić, by pieniądze Amber Gold trafiły na konkretny cel.

- - mówił Marcin P.

Stąd, według Marcina P., prezydent Gdańska, wbrew temu co mówił przed komisją śledczą, musiał wiedzieć, iż Amber Gold sponsoruje ZOO. - - powiedział. Dodał, że Adamowicz "musiał wiedzieć, że sponsorujemy ZOO".

Marcin P. zeznał także, że miał kontakty z pełnomocnikiem prezydenta Adamowicza. - - mówił.

Teściowa była pracownikiem porządkowym

P., pytany przez komisję śledczą ds. Amber Gold o to, jaką pracę dla spółki wykonywała jego teściowa, odpowiedział: "Była pracownikiem porządkowym, dokonywała sprzątania, przygotowywania, czyszczenia mieszkań po remontach lub biur".

Świadek potwierdził, że Danuta J.-P. miała pełnomocnictwo od walnego zgromadzenia wspólników Amber Gold, jeśli chodzi o zawieranie umów o pracę z członkami zarządu tej spółki, czyli Marcinem P. i Katarzyną P.

Dopytywany, czy Danuta J.-P. podwyższyła wynagrodzenie członków zarządu Amber Gold do kwoty 50 tys. zł, później 150 tys. zł, a na końcu - 200 tys. złotych miesięcznie, P. odparł: "Odmawiam odpowiedzi na to pytanie, w związku z toczącym się postępowaniem karnym". Potwierdził jednak, że podpis Danuty J.-P. znajduje się na podwyższeniu wynagrodzenia członków zarządu Amber Gold.

Marcin P. oświadczył także, że nigdy nie wydał polecenia b. dyrektorowi biura bezpieczeństwa Amber Gold Krzysztofowi Kuśmierczykowi wywiezienia i ukrycia złota z Amber Gold.

"Wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności"

Zasiadający w komisji Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał świadka, czy miał on zapewnioną "nietykalność, a wręcz ochronę" ze strony organów podatkowych lub konkretnych urzędników, pozwalającą mu na "kompletne ignorowanie przepisów podatkowych, karno-skarbowych, a także zapisanych w Kodeksie karnym".

- - odpowiedział Marcin P. Zaznaczył, że nie ma wiedzy, że taki "parasol" istniał, ale patrząc z perspektywy czasu widzi, że ze strony m.in. pomorskiego urzędu skarbowego było dla niego "wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności", a on w takie nie wierzy.

- - powiedział Marcin P.

- - dodał.

Według świadka na kontrolę "panie z urzędu przychodziły kawy się napić". - - zaznaczył Marcin P.

Na pytanie Małgorzaty Wassermann (PiS) o to, czy wie jak się zakończyły postępowania pomorskiego urzędu skarbowego, Marcin P. odpowiedział: "". Jak poinformował, postępowania zostały zakończone "umorzeniem postępowania i zwrotem zapłaconego podatku".

Wassermann dopytywała, czy "jedyne, co zrobił urząd po 5 latach kontroli, to przerżnął pół mln zł". W odpowiedzi usłyszała, że tak, bo m.in. nie było "badania biegłego rewidenta z zakresie prawidłowości prowadzenia ksiąg". Marcin P. zaznaczył, że należność była nałożona słusznie, ale doszło do zaniedbań ze strony urzędu.

Pierwsze przesłuchanie byłego szefa Amber Gold

Po raz pierwszy Marcin P. stanął przed sejmową komisją śledczą 28 czerwca. Przesłuchanie odbyło się w warszawskim Sądzie Okręgowym, gdzie b. szef Amber Gold został przewieziony z jednego z aresztów w okolicach Trójmiasta. Również wtorkowe przesłuchanie odbywa się w tym sądzie.

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też w linie lotnicze - linie OLT Express, które funkcjonowały przez kilka miesięcy 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Szef Amber Gold Marcin P. został zatrzymany i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona Katarzyna została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa ich proces.

Podczas czerwcowego przesłuchania przed komisją Marcin P. - jako osoba oskarżona - miał prawo odmówić zeznań, jednak z niego nie skorzystał. Odmawiał za to odpowiedzi na niektóre pytania, głównie dotyczące początków spółki Amber Gold i źródeł finansowania jego firmy. Uzasadniał to toczącym się wobec niego postępowaniem karnym.

W trakcie przesłuchania P. mówił, że nie on jedyny powinien zasiadać na ławie oskarżonych ws. działalności swej spółki, ale także powinni się na niej znaleźć byli jej pracownicy. Według niego, oskarżenie powinno objąć również wszystkich dyrektorów odpowiedzialnych za funkcjonowanie departamentów spółki.

Jednocześnie kategorycznie zaprzeczył, by Amber Gold był "piramidą finansową". "Było to przedsiębiorstwo, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, nie była to piramida finansowa, żaden wyrok prawomocny w tej sprawie nie zapadł" - stwierdził. Zaznaczył zarazem, że "w systemie polskim nie istnieje coś takiego jak piramida finansowa". Oświadczył też, że działalność jego spółki była "zorganizowana, bardzo przejrzysta, jasna i klarowna".

B. szef Amber Gold mówił wówczas m.in., że "każdy, kto zwiera umowę, powinien mieć świadomość konsekwencji, jakie ponosi", że można stracić środki w wyniku umowy na "produkty obarczone ryzykiem", a on "nie jest w stanie zakazać każdemu podejmowania ryzyka". Stwierdził też, że kompletnie nic nie ma Polakom do zwrócenia.

Podczas pierwszego przesłuchania Marcin P. stwierdził również, że prokuratura celowo działała, aby był jedynym skazanym, a kancelaria premiera w 2012 r. "musiała mieć wiedzę" co się dzieje ze sprawą jego spółki. Marcin P. mówił też m.in., że miał "przecieki z ABW", które były "dostarczane przez osoby trzecie związane z ABW, w tym także przez niektórych dziennikarzy", natomiast jego pierwszy oficjalny kontakt z funkcjonariuszem ABW nastąpił 16 sierpnia 2012 r.

Głośno o sytuacji spółki Amber Gold zrobiło się w lipcu 2012 r., kiedy należące do tej spółki linie lotnicze OLT Express zaczęły mieć kłopoty finansowe - zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika, a następnie spółka poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w linie lotnicze. Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. W połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

Po upadku OLT Express okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk, syn ówczesnego premiera Donalda Tuska, który miał się zajmować obsługą prasową linii OLT Express i analizą ruchu lotniczego z Gdańska.

Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.

W śledztwie, prowadzonym przez prokuraturę wspólnie z ABW, przesłuchano prawie 20 tys. świadków, a akta sprawy liczą ponad 16 tys. tomów.

Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku. Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.

Z materiału zebranego do tej pory przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi - która prowadzi śledztwo mające ustalić, gdzie trafiły pieniądze wyprowadzone z Amber Gold - wynika m.in., że od 15 grudnia 2011 r. do 30 sierpnia 2012 r. na rzecz OLT Express przelano z kont Amber Gold 5 mln 800 tys. dolarów i 43 mln 600 tys. zł. Jak ustalono, mimo tego OLT Express nie realizowała swoich zobowiązań finansowych wynikających choćby z konieczności uregulowania rat leasingowych za samoloty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj