"To grozi likwidacją kliniki" - nie ma wątpliwości szef szpitalnych związkowców Jacek Rudnik. Wyjaśnia, że lekarze są zdeterminowani. "Wykonują bardzo ciężką, niezwykle stresującą pracę za wynagrodzenia nie pozwalające na godziwe życie" - dodaje.

Zdaniem Rudnika, specjaliści z lubelskiego szpitala mają około 2,5 tysiąca złotych miesięcznie pensji zasadniczej. Żądają przynajmniej 5 tysięcy. "Chcemy, żeby pensje wynosiły choćby tyle, co w szpitalu w Białej Podlaskiej, gdzie lekarze zarabiają ponad 5 tysięcy złotych brutto pensji zasadniczej" - tłumaczy szef związkowców.

Mimo złożonych wypowiedzeń, związkowcy cały czas negocjują z dyrekcją placówki. Władze szpitala proponują im na razie ponad tysiąc złotych podwyżki lub zwiększenie stawek za dyżury do 50 złotych za godzinę. Ale lekarzy to nie przekonuje.

Jeśli medycy nie wycofają wypowiedzeń, cierpiące na nowotwory dzieci z lubelskiego szpitala za trzy miesiące zostaną bez opieki.

Od Nowego Roku zaczęły u nas obowiązywać unijne przepisy dotyczące czasu pracy lekarzy. Zgodnie z nimi medycy powinni pracować nie dłużej niż 48 godzin tygodniowo. Na dodatkowe dyżury konieczna będzie zgoda lekarza. Kłopot w tym, że szpitalom już brakuje pieniędzy na zapewnienie opieki chorym w zgodzie z nowym prawem.