Dziennik Gazeta Prawana logo

Stańko: Co oznacza dla polskiej wsi pomysł Macrona z renacjonalizacją budżetów na rolnictwo [OPINIA]

19 października 2017, 07:55
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
rolnik, rolnictwo
rolnik, rolnictwo/Shutterstock
Szampania to region w północno-wschodniej Francji, w którym każdy rolnik chciałby mieć swoją winnicę. Wtedy przestałby być rolnikiem i stałby się członkiem wyjątkowej kasty.

Można by nawet powiedzieć, cytując popularny zwrot – nadzwyczajnej. Byłby bogaczem i producentem szampana, trunku z bąbelkami, na produkcję którego monopol ma tylko bogata Szampania. Szampanem nie są bowiem ani wina musujące, ani imitujące go crémanty, ani włoskie prosecco, ani tym bardziej swojskie Sowietskoje Igristoje.

Monopol i reglamentacja to słowa kluczowe we francuskiej kulturze i mentalności. O wszystkim powinno decydować państwo. Szampanii się udało. Po klęskach nieurodzaju na początku XX w. i latach głodu, gdzie bieda mocno dała się we znaki szampańskim rolnikom i winiarzom, w 1911 r. udało im się zastrzec nazwę trunku. Obecnie szampan jest produkowany wyłącznie w niewielkiej strefie winiarskiej (zone viticole) określonej w ustawie z 22 lipca 1927 r. I niech Amerykanie tylko spróbują gdzieś w Kalifornii produkować szampana! Coś takiego skończyłoby się wypowiedzeniem wojny przez Francję.

Nieszampańscy francuscy rolnicy nie są zadowoleni ani z cen, po jakich sprzedają swoje produkty rolne, ani z Unii Europejskiej, gdzie (póki co) swobodny przepływ towarów i usług sprawia, że muszą konkurować z producentami czy raczej rolnikami z Polski, Holandii i Niemiec. Francuscy rolnicy też chcieliby jakiejś reglamentacji. Tymczasem dystrybutorzy dyktują im ceny, a z mięsa, owoców i warzyw m.in. z Polski wytwarzane są produkty sprzedawane pod etykietami "made in France" czy "made in Europe". Pod polskimi markami we francuskich supermarketach (niemieckich, portugalskich czy brytyjskich) figurują raczej tylko polskie pieczarki i ogórki. Jesteśmy w końcu pieczarkowym zagłębiem Europy, a cornichon polonais są we Francji cenione. I to by było na tyle.

Emmanuel Macron postanowił zatem pomóc francuskim rolnikom i ogłosił, że na początku 201 8 r . zadekretuje minimalne ceny, po jakich rolnicy będą sprzedawać swoje produkty, a cała branża rolnicza powinna zostać zrewolucjonizowana. mówił w zeszłym tygodniu prezydent w podparyskim Rungis, gdzie znajduje się największy na świecie targ. Trudno odmówić mu racji. Ci, którzy najbardziej się napracują, czyli rolnicy, nie mają zbyt wiele zysku z owoców swojej pracy. 20 proc. z nich dysponuje miesięcznie dochodem w wysokości 350 euro. Śmietankę (finansową) spijają, jak wszędzie, masowi producenci żywności i handlarze. Przede wszystkim super- i hipermarkety. podkreślał Macron, który chciałby odwrócić obecną logikę tworzenia cen. Tak, aby to rolnik je proponował. Aby marże handlowe zostały zmniejszone, a końcowy konsument w efekcie zapłacił więcej. Część Francuzów w imię patriotyzmu zakupowego jest na to gotowa. Jednak znacząca grupa, która liczy każde euro podczas codziennych zakupów – z pewnością nie. Nie jest to zresztą nowa koncepcja, bo już kilka lat temu zaproponowano supermarketom, aby umieszczały informacje przy cenach produktów: ile kosztowało wyprodukowanie tychże produktów. Plakietki jednak się nie pojawiły i skończyło się tylko na gadaniu.

Cała dyskusja o cenach produktów rolnych we Francji jest jednak bardzo istotna z punktu widzenia Polski. Jest to bowiem preludium do dyskusji o reformie wspólnej polityki rolnej w ramach UE, która – zdaniem wielu ekspertów i polityków – zostanie zmieniona już przy okazji tworzenia budżetu unijnego na kolejne lata. Można spodziewać się likwidacji lub znaczącego ograniczenia wspólnych dopłat bezpośrednich w zamian za tzw. renacjonalizację budżetów na rolnictwo, czego chciałaby m.in. Francja. W skrócie miałoby to polegać na przywróceniu dopłat do produkcji rolnej w wysokości i według reguł, o których samodzielnie decydowałyby państwa bez ingerencji Brukseli, np. pod pretekstem wspierania rolnictwa ekologicznego czy w regionach, gdzie uprawy są trudne, jak w Alpach. Dla bogatszych członków Unii dotowanie w ten sposób rolnictwa nie byłoby problemem, dla biedniejszych – już tak. Taka decyzja mogłaby skutkować innymi, równie poważnymi konsekwencjami, mianowicie przywróceniem barier handlowych w Unii czy w końcu likwidacją wspólnego rynku unijnego, gdzie biedniejsi nie byliby w stanie konkurować z dumpingowymi cenami produktów rolnych bogatszych państw. I jak tu zadekretować ceny, żeby wszystkim się opłacało, a wspólny rynek unijny jednak przetrwał? Wypijmy szampana (francuskiego) za wolną konkurencję i nowe możliwości otwierające się przed polskimi rolnikami przy okazji sztywnych, wyższych cen na francuskie produkty rolnicze być może już od przyszłego roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj