Dziennik Gazeta Prawana logo

Leon Tarasewicz: Jako artysta mogę załatwić więcej niż polityk

24 maja 2018, 20:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Leon Tarasewicz Fot. Darek Golik
Leon Tarasewicz Fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
"Jako artysta mogę załatwić więcej niż polityk. W końcu polityk musi uważać na słowa, a ja - zestresowany artysta mogę na rynku w Białymstoku zrobić, co chcę" - mówi w rozmowie z DGP Leon Tarasewicz, profesor sztuk plastycznych i nauczyciel akademicki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Chce pan powiedzieć, że Białorusin w Polsce ma pod górkę?
Jeśli chce być Białorusinem tak.

Pan chciał to zmienić i w 1990 r. został radnym.
Po studiach uciekłem do siebie, na Podlasie, ale przyszedł rok 1989, samorządy, i najprostszą rzeczą było przejąć władzę. Stworzyliśmy listę białoruską i wygraliśmy w Gródku wybory. Wtedy znowu, jak na studiach, robiłem gazetę "Wiadomości Gródeckie", które były wydawane po polsku i po białorusku, Andrzej Mleczko zgodził się robić dla nas rysunki, nakład był 500 egzemplarzy, ale jak był numer na Boże Narodzenie, z kalendarzem ze świętami katolickimi i prawosławnymi, to i z tysiąc sztuk się rozchodziło. Bardzo fajne czasy.

Ale w politykę pan nie poszedł.
Namawiali mnie później, bym kandydował do Senatu, ale ja wiem, czym jest polityka, wystarczająco się naoglądałem, nauczyłem, nie interesuje mnie granie ludzkimi emocjami. Poza tym to, że artyści idą do polityki, było dobre na początku, ale teraz?

Wielu aktorów do dziś nieustannie opowiada o polityce.
Jak się za długo w tym siedzi, to się cały czas gra, to ważne tylko dla interesów. W polityce dla romantyków nie ma miejsca.

Pan nie ma żadnych interesów do załatwienia?
Mam, ale jako artysta mogę załatwić więcej niż polityk. W końcu polityk musi uważać na słowa, a ja - zestresowany artysta mogę na rynku w Białymstoku zrobić, co chcę.

Boi się pan nacjonalizmów?
Wie pan, te marsze ONR w Białymstoku czy Hajnówce przyjemne nie są, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Bo?
W tym ONR jest całkiem sporo Białorusinów, takich polskich neofitów.

Naprawdę? Jak to możliwe?
Do Białegostoku zjechali ludzie z okolicznych wsi - Janki i Wacki spod Moniek oraz Iwanki i Iwaśki spod Hajnówki. Do tego przyjeżdżali ludzie z Polski centralnej, którzy tu po wojnie znaleźli pracę. To wszystko się wymieszało, ich dzieci nie miały już żadnej tożsamości. Często nie wiedzieli, jak się nazywa dziadek.

Od tego do ONR droga daleka.
Za to lgnęli do jakiejś wspólnoty, organizacji, która ich łączy, daje siłę, poczucie wielkości. Zawsze tak było i jest nie tylko wśród Polaków. Moi młodsi koledzy Białorusini założyli Związek Młodzieży Białoruskiej - chodzili w czarnych spodniach, glanach, czarnych koszulach z krzyżem jagiellońskim na ramieniu.

To się może źle skończyć.
Owszem, ale im przeszło, bo z tego się wyrasta i to jest optymistyczne.

Z ONR też wyrosną?
Tak sądzę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj