. W ubiegłym roku poseł zarabiał 9892,20 złotych brutto. W tym roku będzie to 10278,10 złotych brutto. , otrzymywana nawet podczas wakacji.
Na utrzymanie biura poseł otrzymywał w ubiegłym roku 10150 złotych miesięcznie, w tym - aż o tysiąc więcej. Kancelaria Sejmu tłumaczy, że to pierwsza od pięciu lat tak poważna podwyżka.
DZIENNIK dowiedział się, że . Ostatecznie senatorowie powiedzieli nie i będzie musiało wystarczyć tyle, co w tym roku, czyli 383 miliony złotych.
Jak tłumaczy dyrektor biura prasowego Kancelarii Sejmu Krzysztof Luft, większe wydatki na wynagrodzenia i biura posłów oznaczają, że . I tak o 5 milionów złotych zmniejszą się wydatki na zakupy, usługi pocztowe, wizyty zagraniczne, hotele i przeloty klasą biznes.
Nie zostanie odnowiona sala plenarna, toalety oraz poddasza. Z części przywilejów będą musieli też zrezygnować pracownicy Sejmu. Nie będzie nowych samochodów, nie będzie już tylu podróży i szkoleń, czasopism. Wprowadzono też limity na rozmowy przez służbowe komórki.
Krzysztof Luft nie chce tego oceniać.
Sami posłowie nie widzą nic niestosownego w tym, że ich pensje wzrosną. Tłumaczą się rodzinami na utrzymaniu, kredytami i porównują swoje "mizerne" zarobki do tych, jakie otrzymują posłowie z innych państw, menadżerowie czy gwiazdy telewizji.
". Pracowałbym mniej, a zarabiał więcej" - mówi DZIENNIKOWI.
"Posłowie nie dostali podwyżek, tylko waloryzację wynikającą z inflacji. Czy mogliby z niej zrezygnować? Moim zdaniem, ze względu na kryzys w ramach solidarności społecznej mogliby. . I posłowie koalicji, pewnie w to uwierzyli" - uważa posłanka SLD Joanna Senyszyn.
Stefan Niesiołowski z PO podkreśla, że podwyżki są mu obojętne. "Proszę zwrócić uwagę, że . A przy tym zrobiliśmy poważne oszczędności na wielu wydatkach. Więc choć nie była to moja inicjatywa, to ja podwyżki akceptuję" - kwituje.