Jolanta Szczypińska była posłanką PiS. Po raz pierwszy mandat poselski uzyskała w 2004 roku. Po rezygnacji Wiesława Walendziaka. W klubie parlamentarnym PiS pełniła m.in. funkcję wiceprzewodniczącej. Była posłanką na Sejm IV, V, VI, VII i obecnej kadencji. Pracowała w Komisji Zdrowia oraz Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych.

Była córką Henryka i Lidii Joachimiaków. Ukończyła Policealne Studium Medyczne, pracowała jako pielęgniarka. W latach 80. była współzałożycielką NSZZ "Solidarność" Służby Zdrowia w Wojewódzkim Szpitalu w Słupsku. Od początku lat 90. należała do Porozumienia Centrum, gdzie pełniła funkcję prezesa zarządu wojewódzkiego w województwie słupskim.

Miała 61 lat. W listopadzie 2018 przeszła hospitalizację na skutek powikłań po przebytym zabiegu urologicznym. Wcześniej zmagała się z chorobą nowotworową.

Kilka lat temu, gdy chorowała na raka, a było to za rządów PO, w ramach solidarności z pacjentami, którzy długo czekali na leczenie, odmówiła terapii.

O tym, że Szczypińska zmarła w sobotę o godz. 11 - poinformowała Elżbieta Witek.

Po zakończeniu wyjazdowego klubu PiS w Jachrance Beata Mazurek wyszła do dziennikarzy, którzy poinformowali ją o śmierci posłanki.

- Będziemy ją wspominać bardzo ciepło. Zaskoczył mnie pan, bo wiedzieliśmy, że jest poważnie chora, ale że to już koniec, to nie - powiedziała Mazurek.

- Była bardzo pogodną i życzliwą osobą dla nas wszystkich, bardzo oddaną naszej partii i ideom, które towarzyszą naszej partii, naszym działaniom. To przykra i smutna informacja, która z pewnością dotknie nie tylko nas jako członków Prawa i Sprawiedliwości, ale naszych sympatyków, a przede wszystkich Joli znajomych tych, których znała bezpośrednio i pośrednio poprzez portale społecznościowe. Z całą pewnością będzie nam jej brakowało - mówiła Mazurek.

"Niezwykle smutna wiadomość. Zmarła nasza Koleżanka Jolanta Szczypińska. Zawsze otwarta na potrzeby drugiego człowieka. Miała wielkie serce i olbrzymią wrażliwość. Jej uśmiech zarażał wszystkich. Będzie bardzo nam Jolu Cię brakować" - napisał z kolei Stanisław Karczewski na Twitterze.

O śmierci posłanki wypowiedział się również sam prezes PiS. Kaczyński wspominał Szczypińską na antenie TVP Info. - Była taką piękną postacią naszego ruchu - powiedział. - Była działaczką "Solidarności", działaczką podziemia, prześladowaną, bitą. Później, w III RP, też nie odzyskała pracy. Znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji, mimo wszystko angażowała się, była szefem organizacji słupskiej, wtedy jeszcze województwa słupskiego, Porozumienia Centrum i to w tych ciężkich czasach dla partii. Później zaangażowała się w działalność Prawa i Sprawiedliwości, została posłem - zaznaczył.

- Od 2000 r. bardzo, bardzo ciężko chorowała. I mimo tej choroby, mimo cierpień, działała z całą energią i zachowywała taką radość życia, mimo wszystko, mimo, że przecież wiedziała, że jest chora i była wyjątkowo dobra. Potrafiła sama cierpiąc - i to bardzo cierpiąc - pomagać innym cierpiącym. Była solidarna wobec ludzi, których spotykała krzywda. Ona sama była osobą, którą w życiu spotkało bardzo wiele krzywd - podkreślił prezes PiS.

- Jej śmierć jest przedwczesna i mogę powiedzieć tylko jedno, że to jest dla nas bardzo, bardzo smutna wiadomość. To jest dla nas coś, czego musieliśmy się spodziewać. To przyjmujemy jako ciężki cios, dla nas partii, ja też osobiście przyjmuje jako bardzo, bardzo ciężkie uderzenie, jako bardzo, bardzo ciężki cios - mówił Kaczyński.

Z kolei zapytany przez PAP, jak wspomina współpracę ze Szczypińską, prezes PiS mówił, że poznał ją podczas kampanii wyborczej w 1991 r., w czasach Porozumienia Centrum. - Natomiast tam sobie skojarzyłem, że przedtem już o niej słyszałem jako działacz Komitetu Helsińskiego, jako bardzo prześladowanej, bitej, jeszcze także po tej amnestii 1986 roku, kiedy bezpieka tam się trochę uspokoiła, działaczce podziemia. W jakimś momencie się zorientowałem, że ta pani, z którą rozmawiam, to jest właśnie ta osoba i od tej pory żeśmy się znali - wspominał.

- To była taka dobra osoba, bardzo zaangażowana w polskie sprawy od wielu, wielu lat, której życie się układało nie najlepiej - zaznaczył.

Jak mówił, Jolanta Szczypińska chorowała od 2000 roku. - Bóg sprawił, bo ona miała odejść na początku lat 2000, bo tak wszyscy lekarze mówili, a ona przeżyła jeszcze 18 lat w jako takim zdrowiu, czynnie i służąc dobrej sprawie - podkreślił. - Miała cechę - potrafiła sama w tym 2000, może 2001 roku jechać pociągami nocnymi, takimi powiatowymi pociągami, do jakiegoś miasteczka na Mazurach, żeby odbyć, na prośbę umierającej, taką ostatnią rozmowę z nią, bo one się znały ze szpitala - mówił, zaznaczając, że już wtedy Szczypińska była ciężko chora.

- Była też taka pełna życia, mimo choroby, taka, która potrafiła i się śmiać i się bawić i być taka całkowicie, mimo tego, szczęśliwa - podkreślił.