Chodzi o wpis dokonany w mediach społecznościowych 15 stycznia. Brzmiał on - jak przytoczyła europosłanka - następująco: "Róża Thun zasługuje na śmierć, ponieważ zdradza Polskę za granicą, donosi na swój własny kraj i przedstawia go w najgorszy możliwy sposób. Właśnie tak AK postępowało ze zdrajcami i wszelkiego rodzaju szumowinami". Wpis został umieszczony pod filmem ukazującym atak na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Reklama

- To nie jest pierwsza groźba śmierci, którą dostaję, śmierci, pobicia, ogolenia i innych okropnych rzeczy – podkreśliła Róża Thun. Jak dodała, policja i prokuratura były już wcześniej informowane o groźbach kierowanych pod jej adresem. - Nic się z tym nie dzieje. To, co mnie niezwykle niepokoi, to odpowiedź prokuratury, że Facebook nie daje im danych ludzi, którzy piszą do mnie straszne rzeczy i w związku z tym zawieszają czy zamykają sprawę – zaznaczyła.

- Nie może tak być, żeby prokuratura była bezzębna i bezsilna w takich sprawach, kiedy padają groźby śmierci. Prokuratura mówi: nie mamy danych, sprawę zamykają i groźby leją się dalej. Jak widać słowo potrafi zamienić się w czyn – powiedziała posłanka do Parlamentu Europejskiego.

- Bezkarność zachęca bandziorów, ludzi, którzy mogą być niebezpieczni, do takiego działania. Do mówienia, pisania okropnych rzeczy, do wprowadzania atmosfery permanentnego zagrożenia – mówiła Thun. - Jeżeli pan Rybak, który spalił kukłę Żyda we Wrocławiu organizuje marsz nacjonalistów do Muzeum Auschwitz i widzę na Twitterze, że minister Brudziński pisze, że to jest głupek, co brzmi zupełnie niewinnie, a pan Rybak prowadzi tę grupę nacjonalistów z hasłami antysemickimi, to jest jednak coś okropnego – dodała europosłanka.

- Hejtu dostaję bardzo dużo. Po głosowaniu ws. praworządności w Polsce odbył się słynny happening w Katowicach, gdzie na szubienicach powieszono portrety europosłów, którzy głosowali za rezolucją ws. łamania praworządności przez PiS. Złożyliśmy w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury i nic się nie dzieje. Odsunięto ją nawet o kolejne sześć miesięcy, bo jakieś podobno trudne rzeczy są do wyjaśnienia. Przypuszczam, że te osoby są znane policji, one figurują na zdjęciach z twarzami odsłoniętymi. Ta bezkarność powoduje, że człowiek nie czuje się w 100 proc. bezpieczny – podkreśliła Róża Thun.

Dodała, że ona sama ciągle jest w podróży, po Krakowie chodzi piechotą, porusza się na rowerze bądź środkami komunikacji miejskiej, a na zgromadzeniach wiele osób ostrzega ją, żeby uważać. Przypomniała, że procesuje się o słowa nienawiści z red. Tomaszem Sakiewiczem i z eurodeputowanym Ryszardem Czarneckim (PiS). - Nic w tych sprawach do tej pory się nie dzieje - zauważyła.

Thun zapowiedziała, że choć nie jest w stanie wychwycić wszystkich przypadków hejtu, będzie to jednak nadal robić, składać zawiadomienia; zaapelowała do wszystkich, którzy dostają groźby, by nie pozostawali obojętni.

Według niej wiele "bierze się z mediów publicznych". - Tą atmosferę, że dyskusja o praworządności w Polsce jakoby była zdradą wprowadziły media publiczne. Mają za to ogromną odpowiedzialność, że tę dyskusję nazywa się zdradą, co jest rzeczą straszną. To ograniczenie wolności słowa i ograniczenie troski o własne państwo. Pozbawianie przez audycje w mediach publicznych ludzi prawa do przynależności do społeczeństwa polskiego jest czymś strasznym - podkreśliła europosłanka.

- Najwyższy czas żeby z tym skończyć. Instrumenty niech wypracują osoby za to odpowiedzialne. Ja żądam, żeby to nie było bezkarne, bo jest już niebezpiecznie, a może być gorzej – powiedziała Róża Thun.