Według CBA pod koniec sierpnia Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek, współwłaściciele firm hazardowych, zorientowali się, że są podsłuchiwani. Według Biura takie informacje przekazał im albo minister Drzewiecki (podczas spotkania z Sobiesiakiem 25 sierpnia), albo Marcin Rosół, szef gabinetu Drzewieckiego, który spotkał się z córką Sobiesiaka 24 sierpnia.

Reklama

>>> Czytaj także, jak z afery tłumaczy się Chlebowski

Drzewiecki milczy. Nie odbiera telefonów. Jest za granicą. Zrekonstruowaliśmy przebieg spotkania Marcina Rosoła z Magdaleną Sobiesiak. Czy przeciek mógł mieć miejsce podczas tej rozmowy?

Dzwoni Sobiesiak w sprawie konkursu

Latem tego roku Rosół kontaktuje się z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem i jego córką Magdaleną. Dzwonią do siebie wiele razy. Biznesmen chce załatwić córce pracę. Rosół informuje go, że córka może wystartować w konkursie w Totalizatorze Sportowym. Ta zgłasza się do konkursu - choć w tym momencie zasiada w dwóch spółkach hazardowych. Rosół przyznaje: "Powiedziałem, że będzie konkurs w Totalizatorze i jak chce, może wystartować".

Reklama

>>> Czytaj także: Koledzy od hazardu płacili na kampanię PO

Reklama

Konkurs trwa, ale pod koniec sierpnia Donald Tusk żąda od ministra sportu wyjaśnień w sprawie procesu legislacyjnego ustawy hazardowej. Drzewiecki zarządza dochodzenie w ministerstwie. Interesuje go pismo z 30 czerwca, które wyszło z Ministerstwa Sportu do ministra finansów. To m.in. na jego podstawie zmieniono zapisy projektu ustawy o hazardzie. Wszyscy, którzy mieli kontakt z dokumentem, muszą napisać wyjaśnienia - gdzie, kiedy, na jakim etapie się z nim zetknęli. "Sam napisałem kilkadziesiąt stron. Wtedy już było jasne, że wokół pisma jest zamieszanie, ale nie wiedzieliśmy, o co chodzi" - twierdzi Rosół.

Będzie afera, mówią o mafii

Urzędnicy piszą wyjaśnienia. Trwa wewnętrzne śledztwo. Zbliża się termin rozstrzygnięcia konkursu w Totalizatorze. Magdalena Sobiesiak ma wygraną w kieszeni - tak twierdzą nasze źródła w Ministerstwie Sportu. Ale wcześniej do córki biznesmena dzwoni Rosół. Umawia się z nią w kawiarni Pędzący Królik, obok ministerstwa. Spotykają się 24 sierpnia (dzień przed ogłoszeniem zwycięzcy konkursu).

czytaj dalej



Rosół: "Powiedziałem jej, żeby się wycofała. Że zostaniemy doklejeni do jakiejś mafii hazardowej, że jeśli wystartuje, to ten Marek Przybyłowicz zrobi z tego aferę. I ona się wycofała".

Kim jest Przybyłowicz? To były wiceprezes Związku Tenisa Stołowego. Na własną rękę tropi nieprawidłowości w grach losowych. Donosi służbom, że w Ministerstwie Sportu pisma tworzą lobbyści od hazardu, informuje minister Julię Piterę. Dotarliśmy do jednego z takich listów. Nie ma w nim jednak twardych dowodów, nie ma mowy o mafii hazardowej.

>>> Czytaj także: Kolega "Rysio" ma wyrok za korupcję

Skąd Rosół wiedział, że Przybyłowicz "doklei do mafii hazardowej" kogoś z ministerstwa? Rosół: "Wiedzieliśmy, że chodzi po mieście i opowiada, że w ministerstwie jest mafia, że on już doniósł na nią do CBA i innych służb. Takie informacje przekazał mi pan Andrzej Kawa z Centralnego Ośrodka Sportu. Kiedy? Nie pamiętam".

Po spotkaniu w kawiarni kontakty Sobiesiaka z urzędnikami ministerstwa się urywają. Marcin Rosół: "Kiedy Sobiesiak próbował dzwonić do ministra, mówiłem mu, że minister jest zajęty".

Rosół zapewnia, że nie ma nic wspólnego z przeciekiem.

Premier: Drzewiecki nic nie wiedział

Drzewiecki zarządził w ministerstwie dochodzenie po rozmowie z Donaldem Tuskiem. Premier żądał wyjaśnień w sprawie ustawy hazardowej po rozmowie z szefem CBA, która odbyła się 12 sierpnia.

W ciągu kolejnych dni prosił o wyjaśnienia wiceministra finansów Jacka Kapicę, a później Drzewieckiego. "W czasie tego spotkania nie ujawniłem mu żadnych tajnych informacji" - zastrzega premier.

Dwa tygodnie po spotkaniu Kamińskiego z Tuskiem agenci CBA orientują się, że doszło do przecieku. Kamiński reaguje: 10 września wysyła w tej sprawie pismo do premiera. Następnego dnia spotyka się z Tuskiem i koordynatorem służb specjalnych Jackiem Cichockim. "Pan Kamiński poinformował mnie, że będzie miał postawione zarzuty w tak zwanej sprawie rzeszowskiej i mówi, że w jego ocenie w sprawie hazardowej doszło do przecieku" - relacjonuje Tusk.

Kamiński ma do niego pretensje i sugeruje, że to kancelaria premiera odpowiada za przeciek.