Dziennik Gazeta Prawana logo

Owcą jestem i nic, co owcze, nie jest mi obce. Żuję, co dają, a dają głównie Facebooka

25 marca 2018, 17:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
facebook
facebook/Shutterstock
Oto akcja filmu sensacyjnego klasy B: za namową niechlujnego intelektualisty z szaloną misją stary miliarder inwestuje grubą kasę w firmę-cień, która podejmuje się szpiegowania 50 mln osób po to, by zdobywszy ich najgłębsze sekrety, skutecznie przejąć nad nimi kontrolę i zaprowadzić w imperium nowy, konserwatywny ład.

Oto akcja filmu sensacyjnego klasy B: za namową niechlujnego intelektualisty z szaloną misją stary miliarder inwestuje grubą kasę w firmę-cień, która podejmuje się szpiegowania 50 mln osób po to, by zdobywszy ich najgłębsze sekrety, skutecznie przejąć nad nimi kontrolę i zaprowadzić w imperium nowy, konserwatywny ład.

Akcja filmu klasy B albo historia najnowsza USA. Niechlujny intelektualista to Steve Bannon, stary miliarder to Robert Mercer, nowy konserwatywny ład to (no cóż) Donald Trump. Firma to Cambridge Analytica, sprzedawca precyzyjnie targetowanej internetowej propagandy, która zaprzecza wszelkim opisywanym dalej oskarżeniom. Jej podejrzane operacje pozostałyby pewnie trochę głębiej w cieniu, gdyby nie różowowłosy sygnalista Christopher Wylie, lewak, weganin i gej, którego niezwykły mózg zarządzał tą operacją kontroli społecznej do czasu, gdy chłopak moralnie się załamał, zwolnił i – po długim namyśle – udał się z inkryminującymi materiałami do gazety „The Observer”.

Przyjrzyjmy się tej historii nieco bliżej i spróbujmy zrozumieć, co w tym wszystkim jest zwyczajne, co smutne, a co naprawdę przerażające.

Co tak naprawdę zrobiła Cambridge Analytica

Zaczęło się tak: kilka lat temu naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge wysyłają masie użytkowników Facebooka test osobowości. Prawie połowa z nich daje im w zamian dostęp do swoich profili. Nagle można skorelować osobowość z mnóstwem informacji, jakie chętnie umieszczamy online. Okazuje się, że istnieją korelacje, o jakich nie śniło się filozofom – Wylie opowiada na przykład, że badania odkryły zależność między hejtowaniem Izraela a umiłowaniem do batonów KitKat. Taka, jak nazywali to badacze, „psychometria” to potężne narzędzie wpływu. Gdy danych jest masa, a korelacje mocne, można zacząć pokazywać reklamy batonika na antysemickich stronach albo skuteczniej radykalizować antysemitów przy półkach z KitKatem, zamiast rozdrabniać się na zjadaczy Marsa. Im więcej danych, tym łatwiej odgadnąć wrażliwe informacje, jak orientacja seksualna, profil emocjonalny, zaburzenia osobowości czy głębokie lęki. A im więcej o tobie wiem, tym łatwiej mi cię zmanipulować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj