Jeszcze trzy miesiące temu każdy powiedziałby, że polityczny maraton 2008 rozpocznie Rosja i jej gigantyczna operacja szukania następcy dla Władimira Putina. To już jednak przeszłość. Następca jest. 31 marca Dmitrij Miedwiediew zostanie trzecim w historii i najmłodszym zarazem prezydentem Rosji. Na premiera wyznaczy... Putina. Wszystko wskazuje dziś na to, że wkrótce potem przez Dumę gładko przejdzie wielka reforma konstytucyjna - Władimir Putin będzie rządził nadal, tym razem jako wszechpotężny kanclerz. Rola 42-letniego Miedwiediewa zostanie ograniczona do przecinania wstęg i wręczania medali.

Jednak zamiast Rosją w Nowym Roku pasjonować będziemy się zupełnie dotychczas marginalnym Pakistanem. Wszystko wskazuje na to, że ekipa Perweza Muszarrafa tym razem nie zdoła opanować chaosu po morderstwie liderki opozycji Benazir Bhutto. Naciskana przez świecką opozycję i zagrożona zamachami Al-Kaidy albo pozbędzie się coraz mniej popularnego generała, albo rozpocznie najbardziej brutalny okres rządów. USA zrobią wszystko, by ich środkowowschodni sojusznik nie popadł w chaos, bo Pakistan ma broń jądrową.

Ameryka i tak żyje własnym życiem. Wkracza w najgorętszy czas przed wyborami prezydenckimi. Kilka miesięcy temu było jasne - demokratka Hillary Clinton zmierzy się w nich z republikaninem, byłym burmistrzem Nowego Jorku Rudym Giulianim. Dziś jednak oboje mają problemy w swoich obozach. Clinton musi toczyć walkę w prawyborach z ciemnoskórym Barackiem Obamą, a Giuliani traci poparcie na rzecz konserwatywnego pastora Mike’a Huckabeego i centrowego senatora Johna McCaina. W wyborach 4 listopada w tej chwili jedno wydaje się pewne: wygra je Demokrata. Historia napisze się więc sama. W nowy rok 2009 możemy więc wejść z pierwszym w historii Stanów Zjednoczonych prezydentem-Murzynem bądź pierwszym prezydentem-kobietą.

Tak czy inaczej wybory prezydenckie w USA rozwiążą tak gorąco dyskutowaną w Polsce kwestię tarczy rakietowej. Nowy gospodarz Białego Domu zdecyduje, czy ten megaprojekt administracji George’a W. Busha nadal będzie jednym z priorytetów polityki USA. Ani Clinton, ani Obama nie są entuzjastami budowy jej elementów w Polsce i Czechach. Jeżeli wygra Obama, konsekwencje jego zwycięstwa dla świata mogą być jednak jeszcze większe. Senator stanu Illinois chce natychmiastowego wycofania Amerykanów z Iraku. Według wielu grozi to wybuchem wojny domowej nad Tygrysem i Eufratem.

W sierpniu odpoczniemy od wielkiej polityki, ale tylko pozornie. Pekin organizuje igrzyska olimpijskie. Impreza po raz pierwszy od 28 lat odbędzie się w kraju rządzonym przez autorytarny reżim. Analogie z Moskwą 1980 i Berlinem 1936 będą widoczne na każdym kroku. Nie tylko dlatego, że igrzyska organizuje wschodzące imperium. Wiadomo, że Chińczycy chcą wygrać klasyfikację medalową i że ten cel uświęci każdy środek. Od dawna pracują dla nich laboratoria i wylęgarnie sportowców, a przez siedemnaście dni sierpnia pomagać będą im nawet ściany.

Czwarte imperium nie będzie prężyć muskułów. To będzie rok jego narodzin. Nic nie wskazuje bowiem na to, by poza Wielką Brytanią którekolwiek z 27 państw mogło mieć problem z ratyfikacją traktatu reformującego. Nowa Unia rodzi się jako superpaństwo - ze wspólną polityką zagraniczną i prezydentem. Polska za rok będzie jednym z jej filarów. Miejmy nadzieję, że jednym z mocniejszych.