"Słyszeliśmy potężny huk. Wiedzieliśmy, że stało się coś strasznego" - mówią mieszkańcy Mesinges we francuskich Alpach. Na tamtejszym przejeździe kolejowym rozpędzony pociąg wjechał w autobus, wiozący 50 dzieci. "Pięcioro z nich zginęło na miejscu. Nie żyje też kierowca ciężarówki. Cztery osoby w stanie krytycznym wciąż walczą o życie" - informuje francuska policja.
Nie wiadomo, czy najciężej ranni to dzieci czy dorośli. Pewne jest natomiast, że w szpitalach jest 27 lekko rannych najmłodszych pasażerów autobusu. "Podróżowało nim przez Alpy 50 dzieci i sześciu dorosłych" - informuje policja.
O tragedii wie już prezydent Francji Nicholas Sarkozy. "Możemy mieć tylko nadzieję, że liczba ofiar tego wypadku już się nie zwiększy" - powiedział.
Policja próbuje ustalić, co było przyczyną tragedii. "Z monitoringu wiemy, że urządzenia na przejeździe kolejowym działały prawidłowo" - mówią przedstawiciele francuskich kolei.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane