Nie! Gdybym był chory, ta grypa dawno byłaby już w Polsce. Zaraziłbym wiele osób. Dlatego zdenerwowała mnie minister zdrowia, według której nie grozi nam
epidemia. Ja jestem już tydzień w domu, czuję się dobrze, czyli jestem zdrowy, ale chodziłem po Mexico City.
Pracuję na statkach obsługujących platformy wiertnicze w okolicach Ciudad del Carmen. Zszedłem na ląd 17 kwietnia, a 19 byłem w Mexico City. I kilka godzin z kolegami chodziłem po tym
mieście, bo chciałem je sobie obejrzeć. Mogłem się zarazić.
Ja dopiero w Polsce dowiedziałem się wszystkich szczegółów. W Mexico City panowała cisza i spokój, a na lotnisku widziałem dosłownie jedną osobę w maseczce na twarzy i myślałem, że
młodzież po prostu wzoruje się na Michaelu Jacksonie. Dopiero z polskiej telewizji dowiedziałem się, że chodzi o epidemię.
W Meksyku żadnych. Po lądowaniu we Frankfurcie - tylko antynarkotykowa, jak zwykle. Potem leciałem do Berlina i w kolejce do odprawy był tłok, mógłbym zarazić wiele osób. Z Berlina
wróciłem do Polski samochodem jako kompletnie anonimowa osoba, nikt nie wiedział, gdzie byłem zaledwie kilka dni wcześniej. I jak w tej sytuacji można twierdzić, że epidemia nam nie
grozi?
Tak, czuję się dobrze. Do lekarza nie poszedłem, bo gdybym był chory, to już miałbym objawy.
Tak, za pięć tygodni, pracujemy w sześciotygodniowych zmianach. To dobra praca, a dzięki mediom już wiem, na co uważać. Będę unikać tłumów, a gdybym tylko się źle poczuł, od razu
pójdę do lekarza. Nie boję się, każdemu jest coś pisane, a gdybym się bał, to nawet do samolotu nie powinienem wsiadać, bez względu na epidemię.
p
- polski marynarz, pracuje w Meksyku od 3,5 roku. Wrócił do Polski tydzień temu, po wypowiedziach minister zdrowia Ewy Kopacz zgłosił się natychmiast do Kontakt TVN24