"Prywatne plany pana premiera są jego prywatną sprawą" - tak rzeczniczka rządu, Agnieszka Liszka, odpowiedziała na nasze pytanie, czy premier ma zezwolenie na ognisko na sopockiej plaży, gdzie planuje sylwestra.

Nieoficjalnie, ze źródeł w kancelarii premiera, dziennik.pl dowiedział się jednak, że Donald Tusk z ogniska w końcu zrezygnował. Nie ma bowiem urzędowej zgody na rozpalenie ognia, a że musi ją mieć, dowiedział się dopiero od nas.

Swoje szampańskie zamiary Tusk ujawnił dziś rano w telewizji TVN24. Powiedział, że wybiera się na plażę w gronie znajomych, by przy ognisku przywitać Nowy Rok. Bo nie znosi rautów i bali.

Problem w tym, że żyjemy w kraju niezliczonych przepisów i biurokracji, z którą rząd Tuska obiecuje walczyć. Jak się okazuje, na rozpalenie ognia nad morzem potrzeba specjalnych pozwoleń - właściciela plaży i Urzędu Morskiego.

Sprawdziliśmy:

- po pierwsze, nikt nie wystąpił z wnioskiem o takie pozwolenie;

- po drugie, nawet gdyby wystąpił, jest już za późno, by pozwolenie otrzymać przed sylwestrem;

- po trzecie, Urząd Morski z reguły nie wydaje pozwoleń osobom prywatnym, a jedynie na specjalne okazje, jak np. na tradycyjną wigilię.

Rozpalenie ogniska bez zezwolenia jest karane. Mandat może wynieść nawet tysiąc złotych.