Pogrzeb jest jakimś podsumowaniem życia i bardzo się cieszę, że Mama miała pogrzeb, podczas którego tyle osób oddało jej hołd. Ale dla mnie ta śmierć jest jednak przedwczesna, mam świadomość, że to nie musiało tak być, że mogła żyć jeszcze kilka lat - mówi tygodnikowi "wSieci" Jarosław Kaczyński. Prezes PiS uważa też, że to, co działo się po katastrofie smoleńskiej przyczyniło się do śmierci Jadwigi Kaczyńskiej.

Reklama

Ten związek był bezpośredni. Wylew, jakiego doznała, był skutkiem tego, co się działo przed pierwszą rocznicą tragedii. Widziała niestety, choć starałem się ją chronić, tę uruchomioną wtedy potworną kampanię nienawiści. Widziałem, że odbierane jest nam nawet prawo do godnego uczczenia śmierci jej ś.p syna. Wtedy zaczął się cały ciąg komplikacji zdrowotnych, zakażeń szpitalnych. Tak, gdyby nie było Smoleńska, Mama nie doznałaby wylewu i na pewno by żyła - dodaje.

Tłumaczy też, że robił co mógł, informacje o tym, co się dzieje nie docierały do Jadwigi Kaczyńskiej. Mówiłem "nie czytaj, nie oglądaj, bo zwariujesz" - tłumaczy.

Jarosław Kaczyński wyjaśnia, że śmierć matki zmusiła go do czasowego wycofania się z polityki. Teraz jednak wraca. Właśnie się zastanawiam, która to rocznica pierwszego ogłoszenia przez media, że wycofuję się z polityki. Chyba dwudziesta. Już jako człowiek trochę po czterdziestce, byłem opisywany przez niektórych dziennikarzy jako starzec, który powinien odejść. Podobnie zresztą przez wiele lat opisywano Victora Orbana. Jego polityczny koniec ogłaszano raz do roku - mówi.

Tak, nie ma mowy o żadnym moim wycofaniu się z polityki. Nawet, jak to rozpowszechniano, na kilka miesięcy. Odwrotnie - będzie ofensywa. Moim zobowiązaniem wobec Mamy i wobec mojego Brata, prezydenta Rzeczypospolitej, jest, by z całych sił próbować w Polsce coś zmienić, by naprawić to, co złe. To też moje zobowiązanie wobec Polaków. Zamierzam je wypełnić - tłumaczy prezes PiS.

Jakie są plany polityczne Jarosława Kaczyńskiego? Przede wszystkim chce odwołać rząd Donalda Tuska. Bo takiego rządu, równie nieudolnego jak ten chyba nie było po 1989, podobnie jak równie obciążonego rozmaitymi zobowiązaniami wobec krajowych i zagranicznych grup interesów - wyjaśnia. Dlatego też będzie objeżdżał kraj i spotykał się z ludźmi. Wszystkie nasze zadania - od dążenia do wyświetlania prawdy o katastrofie smoleńskiej, po obronę zagrożonej przez obecny monopol władzy demokracji, walkę z ateizacją - będziemy kontynuować z jeszcze większą niż dotąd energią - mówi.

Chce też przyciągnąć do PiS młodych ludzi, którzy, jak twierdzi zostali szpetnie oszukani w III RP. Oskarża cały system Tuska, że niszczy on szanse Polaków, a z tego rządu nic już dobrego dla Polski nie będzie.

Jednocześnie wypowiada też wojnę tym, którzy chcą stworzyć nowe ugrupowania na prawo od PiS. Nie możemy dopuścić, by jakieś niemądre idee na tym wygrały, by niezadowolenie przejęli ludzie, którzy próbują odświeżać niemądre i szkodliwe dla Polski hasła - mówi w rozmowie z "wSieci" Kaczyński. Nie chodzi tyle o endecję, lecz o antysemityzm. Takie próby w przestrzeni publicznej widać. To bardzo niemądre i niezwykle szkodliwe dla Polski. Jeśli czegoś nam życzą nasi wrogowie, to właśnie antysemityzmu - grzmi.

Czy jednak PiS ma kadry, by stworzyć nowy rząd i zmienić Polskę? Nie ma co ukrywać, że Smoleńsk był pod tym względem straszliwym ciosem. Zginęli tam najlepsi, doświadczeni państwowo, sprawdzeni w najtrudniejszych warunkach ludzie. Ale widać też, że przybywa u nas osób, mogących ich zastąpić, kształtuje się nowa elita - wyjaśnia prezes PiS.Zapewnia też, że jego partię popiera coraz więcej urzędników.

Zapewnia też, że tym razem nie będzie żadnych koalicji. Nasze kolejne rządy będą o tyle łatwiejsze, że już bez tych koszmarnych sojuszników, którzy nie tyle coś robili, bo ich krótko trzymaliśmy, co stwarzali złe wrażenie, odstraszali ludzi. Tym razem tego już nie będzie - mówi. I wierzy, że liczymy na zdobycie bezwzględnej większości.

Jednocześnie nie wierzy jednak w przedterminowe wybory, bo nie wie jak do ich przeprowadzenia zmusić władze. Do tego, nawet, gdyby w PO nastąpił rozłam, to nawet po zawiązaniu koalicji z Solidarną Polską, PiS zabraknie głosów do stworzenia rządu.

Ostro ocenia też sytuację w PO. Tam niewątpliwie coś się dzieje, w tle potężne zmiany w służbach specjalnych. Sądzę, że w najbliższych miesiącach podziały w tej partii będą się pogłębiały, także wskutek kryzysu. Jeśli już zbierają pieniądze poprzez mandaty, to musi być źle - zauważa Kaczyński. Nie wierzy też w przepowiednie profesor Jadwigi Staniszkis, że "Tuska już nie ma". Nie, jeszcze jest i będzie się bronił. Choć osłabienie jego pozycji jest widoczne gołym okiem - dodaje.

Nie wierzy jednak, że premier sam odejdzie. Musi trwać, by bronić tego smoleńskiego kłamstwa, w które tyle zainwestowano. I inwestuje się nadal, choćby przez film National Geographic, którego scenariusz napisała chyba gen. Anodina - uważa. Doradzam też wszystkim, którzy pokładają nadzieję w sprawie smoleńskiej w komisji międzynarodowej, by go obejrzeli. Świat nie składa się z dobrych wujków. Wpływy rosyjskie, jak widać, są duże, zwiększane zresztą przez bierność naszego rządu. Niestety, ale sprawę Smoleńska musimy dokończyć sami - tłumaczy.

Zdradza też swoje osobiste plany. W zasadzie więc szef partii, dążący do zmian w kraju, powinien być w Polsce premierem. Ale jeśli zaistnieje potrzeba, bym kandydował na prezydenta, to będę kandydował - zapewnia. Dodaje też, że jest także jedynym kandydatem PiS na premiera.