Lech Wałęsa uważa, że Bogdan Borusewicz przede wszystkim źle opracował postulaty.

Reklama

Dał je młodzieży strajkującej, stocznia postulaty natychmiast zrealizowała, przyjęła do pracy Walentynowicz i Wałęsę, i komitet strajkujący - około 100 osób - podjął uchwałę kończącą strajk. I jeszcze zobowiązał mnie, jako szefa, abym tą uchwałę rozpropagował - mówi w TVN 24 Lech Wałęsa. Podkreśla, że gdyby tego nie zrobił, to czołgi musiałyby wejść do stoczni.

Ja błyskawicznie przerobiłem to na zwycięstwo, czekam 30 lat i nikt nie wraca do prawdy - dodaje.

Zdaniem Lecha Wałęsy zachowanie Bogdana Borusewicza to skutek tego, że w historii często szabelka była ważniejsza niż rozum, a bohaterowie byli robieni zdrajcami i odwrotnie. Uważa przy tym, że jeśli kogoś pyta Borusewicza o fakty z sierpnia 1980 roku, a ten się wymiguje, to nie pozostaje nic innego jak zapytać: Co to jest? Czy to jest zdrada, czy to jest agenturalność, czy głupota?

Tymczasem według Lecha Wałęsy, to na Bogdanie Borusewiczu spoczywała większa odpowiedzialność.

On był moim szefem do strajku, on był dobry, ja mu wierzyłem, nie sprawdzałem nic. Natomiast potem on mi zaproponował przewodzenie strajkiem, a wiedział jednocześnie, że nie mam żadnych szans dojścia do strajku. Wtedy byliśmy inwigilowani, ja byłem szczególnie i gdybym próbował wykonać rolę, którą mi przydzielił, to musieliby mnie higienicznie zamknąć - uważa.

Właściwie zostałem wystawiony. Nie miałem żadnych szans dojścia, później postulaty tak ustawione, że można tylko przegrać. To jakie wnioski, pytania mogę postawić - dodaje.