Do listu trzech liderów PiS dotarła jedna z komercyjnych stacji radiowych. Ujazdowski, Dorn i Zalewski postanowili na piśmie porozumieć się z członkami partii, którzy 8 grudnia zbiorą się na kongresie.

A to dlatego, że ich samych nikt tam nie zaprosił - od pewnego czasu są pokłóceni z szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Prezes zarzucił im, że dyskusję na temat wewnętrznych spraw partii przenoszą poza jej szeregi. A oni zarzucali mu z kolei, że nie pozwala w ogóle na rozmowę na temat tego, jak powinno wyglądać PiS. I jednoosobowo podejmuje decyzje o kształcie partii.

Jednak słowa, które padły w liście do członków PiS, to chyba najostrzejsza krytyka działań Jarosława Kaczyńskiego, jaka do tej pory wyszła z szeregów samej partii. Troje byłych wiceszefów Prawa i Sprawiedliwości mówi, że w partii panuje strach, który zabija ją od środka. Że jednoosobowe przywództwo Jarosława Kaczyńskiego doprowadzi do zepchnięcia PiS na margines polityczny. Że m.in. przez brak dyskusji w partii na stanowisko szefa MSWiA powołano Janusza Kaczmarka. A była to decyzja "brzemienna w skutkach" - przekonują byli wiceprezesi.

Na koniec proponują zmiany w statucie partii i - co chyba najważniejsze - wstrzymanie się od głosu, gdy głosowane będzie wotum zaufania dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Być może ich apel nie pozostanie bez odzewu. 19 delegatów z Dolnego Śląska domaga się, by Jarosław Kaczyński zaprosił na kongres Dorna, Ujazdowskiego i Zalewskiego. A to już wygląda na otwarty bunt. Nie wiadomo, co na to sam prezes partii. Do kongresu zostały jednak już tylko trzy dni.