Ambasada w Budapeszcie jest podejrzanie rozrośnięta
Według ustaleń serwisu Agentstwo w ambasadzie Rosji na Węgrzech pracuje 47 osób. Oznacza to wyjątkowo liczną reprezentację dyplomatów jak na kraj tej wielkości. Dla porównania – w rosyjskiej ambasadzie na Słowacji, państwie niemal dwukrotnie mniejszym pod względem liczby ludności (5,4 mln wobec 9,5 mln mieszkańców Węgier), zatrudnionych jest zaledwie 12 pracowników.
Co więcej, ze śledztwa dziennikarzy serwisu wynika, że nawet 21 osób pracujących w budapesztańskiej placówce, czyli niemal połowa, może mieć związki z rosyjskimi służbami.
Szmidt ma związki z GRU. Jego sąsiad miał powiązania z Gonzalezem
Jednym ze sztandarowych przykładów jest pierwszy radca ambasady, 43-letni Wiaczesław Szmidt (na zdjęciu głównym po lewej). Z analizy wyciekłych danych wynika, że w 2011 roku był szefem sztabu jednostki wojskowej nr 12423 należącej do Wojsk Rakietowych Przeznaczenia Strategicznego. W 2024 roku jako adres zamieszkania wskazał budynek przy ulicy Marszałka Biriuzowa w Moskwie, gdzie zameldowanych jest co najmniej trzech funkcjonariuszy GRU.
Co ważne, jeden z nich pracował jako asystent attaché wojskowego w ambasadzie Rosji w Rumunii i w 2025 roku został uznany za osobę niepożądaną. Inny był zatrudniony w placówkach dyplomatycznych w Brazylii i Mozambiku i kontaktował się z Siergiejem Turbinem – opiekunem agenta GRU Pablo Gonzaleza (naprawdę Pawła Rubcowa).
Gonzalez był zaangażowany w działania wymierzone w rosyjską opozycję, w tym obserwację Aleksieja Nawalnego i Żanny Niemcowej. Został aresztowany w Polsce.
Inni wytropieni agenci – jest tu też tłumacz Putina
Wśród osób o podobnych powiązaniach wymieniany jest pierwszy radca Aleksiej Szaposznikow (na zdjęciu głównym po prawej), który pracował w Rossotrudniczestwie (jej pełna nazwa brzmi: Federalna Agencja ds. Wspólnoty Niepodległych Państw, Rodaków Mieszkających za Granicą i Międzynarodowej Współpracy Humanitarnej). Instytucja ta jest uznawana za przykrywkę do działalności rosyjskich służb. W prywatnych kontaktach wielu osób figurował jako "Lesza FSB-sznik", czyli osoba powiązana z Federalną Służbą Bezpieczeństwa.
Z kolei przedstawiciel handlowy w ambasadzie, Siergiej Leluk, pracował w przeszłości w Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony Rosji i był zameldowany na terenie jednostki wojskowej nr 64176. Jego adres w Moskwie pokrywa się z miejscem zamieszkania funkcjonariuszy GRU pracujących wcześniej w ambasadach Rosji w Iraku i Szwajcarii. Wśród osób powiązanych ze służbami wskazywany jest także doradca Jurij Czernikow, którego rodzina podawała adres związany z siedzibą GRU przy Szosie Choroszewskiej w Moskwie.
Powiązania z aparatem bezpieczeństwa mogą mieć także inni pracownicy placówki – m.in. dyplomaci związani wcześniej z instytucjami radiotechnicznymi i kryptograficznymi. Szczególną rolę odgrywa radca Tigran Garibjan, który pełni funkcję tłumacza Władimira Putina podczas jego spotkań z premierem Viktorem Orbanem – uczestniczy w rozmowach przywódców także wtedy, gdy odbywają się one w Moskwie.
Zbliża się koniec rządów Orbana? Putin przysłał swoich ludzi
Według szacunków serwisu Politico z 2022 roku oficerowie wywiadu stanowili zwykle 10–20 proc. personelu placówek dyplomatycznych w Brukseli. W Budapeszcie skala ich obecności może być ponad dwukrotnie większa.
Znaczenie Węgier dla Kremla rośnie w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Głosowanie zaplanowane na niedzielę jest najpoważniejszym testem dla Viktora Orbana od 16 lat. Z sondażu ośrodka Median wynika, że jego partia Fidesz może zdobyć 49–55 mandatów w 199-osobowym parlamencie, podczas gdy opozycyjna TISZA Petera Magyara może liczyć na 138–142 miejsca.
Portal Vsquare informował wcześniej, że do Budapesztu przybyło pod przykryciem dyplomatycznym trzech funkcjonariuszy GRU, których zadaniem miało być oddziaływanie na wynik wyborów i zwiększenie szans Orbana na zwycięstwo. Według "Financial Times" plan tej operacji miał zostać zatwierdzony przez Władimira Putina.