Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle - to stare powiedzenie zdaje się sprawdzać w przypadku przyszłego rządu Donalda Tuska. Choć oficjalnego składu gabinetu jeszcze nie znamy, to ze słów przyszłego premiera i licznych przecieków wynika, że będzie w nim wiele kobiet.
Lider PO zadeklarował, że w swoim rządzie cztery teki chce powierzyć kobietom. Ewa Kopacz ma być ministrem zdrowia. Resortem edukacji ma pokierować
Katarzyna Hall. Resort szkolnictwa wyższego ma otrzymać europosłanka Barbara Kudrycka. "Kobietą będzie także minister ds. polityki
regionalnej" - zapowiedział Tusk. Na razie nazwisko kandydatki nie jest znane.
Pełnomocnikiem rządu w randze ministra odpowiedzialnym za przeciwdziałanie korupcji będzie Julia Pitera.
Bardzo możliwe, że także tekę ministra pracy obejmie kobieta. Polskie Stronnictwo Ludowe chce, by posadę tę otrzymała prof. Lena Kolarska-Bobińska. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" profesor potwierdziła ten fakt. "Słyszałam, że moja kandydatura jest brana pod uwagę, ale nikt oficjalnie ze mną nie rozmawiał"- mówi.
W rządzie Tadeusza Mazowieckiego była tylko jedna kobieta, u Jana Krzysztofa Bieleckiego - też. Jan Olszewski nie miał żadnej pani minister. Hanna Suchocka z kobietami ministrami, o dziwo, też nie chciała współpracować. W rządzie Waldemara Pawlaka była jedna pani minister. Tyle samo tek kobietom rozdali Józef Oleksy i Włodzimierz Cimoszewicz. Najwięcej kobiet było ministrami w rządzie Jerzego Buzka. W skład jego gabinetu wchodziło aż sześć kobiet - ale nigdy nie było ich tyle jednocześnie. Jedna odchodziła, drugą nominowano... Leszek Miller, obejmując urząd premiera po raz drugi, zatrudnił trzy kobiety. Marek Belka miał do nich widocznie mniej zaufania - ministrem uczynił tylko jedną. W rządzie Kazimierza Marcinkiewicza były cztery panie minister, u Jarosława Kaczyńskiego aż pięć.
Donald Tusk ma szansę pobić rekord. Jeśli wszystkie plotki się potwierdzą w jego gabinecie ministrów zasiądzie sześć kobiet.
Pełnomocnikiem rządu w randze ministra odpowiedzialnym za przeciwdziałanie korupcji będzie Julia Pitera.
Bardzo możliwe, że także tekę ministra pracy obejmie kobieta. Polskie Stronnictwo Ludowe chce, by posadę tę otrzymała prof. Lena Kolarska-Bobińska. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" profesor potwierdziła ten fakt. "Słyszałam, że moja kandydatura jest brana pod uwagę, ale nikt oficjalnie ze mną nie rozmawiał"- mówi.
W rządzie Tadeusza Mazowieckiego była tylko jedna kobieta, u Jana Krzysztofa Bieleckiego - też. Jan Olszewski nie miał żadnej pani minister. Hanna Suchocka z kobietami ministrami, o dziwo, też nie chciała współpracować. W rządzie Waldemara Pawlaka była jedna pani minister. Tyle samo tek kobietom rozdali Józef Oleksy i Włodzimierz Cimoszewicz. Najwięcej kobiet było ministrami w rządzie Jerzego Buzka. W skład jego gabinetu wchodziło aż sześć kobiet - ale nigdy nie było ich tyle jednocześnie. Jedna odchodziła, drugą nominowano... Leszek Miller, obejmując urząd premiera po raz drugi, zatrudnił trzy kobiety. Marek Belka miał do nich widocznie mniej zaufania - ministrem uczynił tylko jedną. W rządzie Kazimierza Marcinkiewicza były cztery panie minister, u Jarosława Kaczyńskiego aż pięć.
Donald Tusk ma szansę pobić rekord. Jeśli wszystkie plotki się potwierdzą w jego gabinecie ministrów zasiądzie sześć kobiet.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|