Dziennik Gazeta Prawana logo

Demokracja, choroba przewlekła i nieuleczalna

14 lipca 2013, 09:05
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Ludzie w czasie głosowania
Ludzie w czasie głosowania/Shutterstock
Jednomandatowe okręgi wyborcze, częstsze referenda i ułatwienia dla inicjatywy obywatelskiej – takie postulaty przewijają się przez polskie życie polityczne od kilkunastu lat. Wciąż bezskutecznie. Ale niewielka to strata.

Ledwie 36 proc. Polaków wskazuje jakąkolwiek partię polityczną, z którą się utożsamia. To bardzo zły wynik. Tyle wyniosłaby frekwencja, gdyby dziś odbyły się wybory. A to oznaczałoby bardzo poważny kryzys naszej demokracji – tak mówił prof. Janusz Czapiński kilkanaście dni temu, prezentując Diagnozę Społeczną 2013 (cykliczne badanie nastrojów i postaw Polaków). Dane nie prezentują się najlepiej: tylko 2/3 z nas nie ma żadnej partii, która by odpowiadała naszym poglądom, dodatkowo aż 43,9 proc. ankietowanych uważa, że reformy przeprowadzone po 1989 r. się nie udały. To o blisko 6 pkt proc. więcej niż przed dwoma laty. Rośnie też niezadowolenie społeczne z tego, jak wygląda i działa nasza demokracja.

Marcin Król, historyk idei, z lekka ironicznie się uśmiecha: – – twierdzi.

Ale to nie jest tylko polska choroba. Bułgarski politolog Ivan Krastev uważa, że jedną z najbardziej charakterystycznych cech demokracji jest to, że jej uczestnicy wiecznie narzekają na przywódców i instytucje. Tyle że tym razem krytyka jest ogólnoświatowa. Według Światowego Barometru Zaufania w 2011 r. poparcie dla rządów deklarowało tylko 52 proc. obywateli z badanych państw, rok później było to już tylko 43 proc. A i tak ta średnia jest znacznie wyższa niż wyniki z dotychczas przykładowych demokracji. Tylko 18 proc. Włochów uważa, że ich głos w wyborach ma znaczenie, 15 proc. Greków wierzy, że wybory w ogóle cokolwiek zmieniają, a tylko co piąty Amerykanin ocenia, że rząd podejmuje dobre decyzje. W tym samym czasie w Japonii i Korei Południowej o 26 i 17 pkt proc. spadło zaufanie społeczne do rządu.

– przekonuje Krastev. – – dodaje.

Niewątpliwie ciągnący się piąty rok kryzys gospodarczy też wzmacnia niezadowolenie z tego, jak funkcjonują państwa. – – mówi Król. Wystarczy przypomnieć przykład Bułgarii, której obywatelom wydawało się, że uczynienie cara Symeona II premierem rozwiąże wszelkie kłopoty. W Polsce mamy też wysyp leczniczych pomysłów. W dużej części odwołują się one do złotej myśli, że jedynym lekarstwem na braki demokracji jest jeszcze więcej demokracji. Tyle że autorem tej formuły był amerykański dziennikarz Henry Louis Mencken, znany z satyrycznego podejścia do życia. Ma on na koncie kilka innych równie ciekawych cytatów: „Demokracja jest sztuką kierowania cyrkiem z klatki dla małp” czy „Demokracja to kult szakali wyznawany przez osły”. I zdaje się, że – czasem nawet w dobrej wierze – raczej te dwie ostatnie złote myśli stoją za propozycjami lekarstw na niedostatki demokracji.

Jeden mandat, nowe problemy

Idea wyborów większościowych robi karierę od kilkunastu lat. Hasło jest niezwykle pociągające: jeden okręg wyborczy, jeden mandat, nie wybieramy partii, tylko konkretnego człowieka. Taki system od blisko dwóch wieków funkcjonuje w USA i Wielkiej Brytanii, a przecież ciężko by było szukać lepszych wzorów demokracji.

Socjolog dr Tomasz Żukowski zapytany o jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) tylko wzdycha. – – przekonuje. I tłumaczy, że każda ordynacja wyborcza ma swoje wady i zalety. – – podkreśla. Inny socjolog, prof. Jacek Wódz, stwierdza wprost: –

Jacek Wódz podkreśla, że każda z demokracji musi sama wypracować system wyborczy, tak by wady i zalety różnego liczenia głosów dopasować do charakterystyki obywateli, struktury politycznej i demograficznej kraju. – – wskazuje. Żukowski tłumaczy, że w Polsce na niekorzyść ordynacji większościowej przemawia nasza geografia polityczna. –– mówi.

Prawo do niskiej frekwencji

Pomysł na JOW-y w znacznej części jest pochodną innego mitu: że podstawowym kryterium tego, czy demokracja działa, jest nasz udział w wyborach. Jeśli obywatele nie idą do wyborczych urn, to znaczy, że system nie działa. W Polsce frekwencja rekordów nie bije (po 1990 r. w wyborach parlamentarnych wahała się między 40 proc. a 53 proc., w prezydenckich brało udział od 55 proc. do 65 proc. uprawnionych do głosowania), więc absencja wyborcza jest – przynajmniej oficjalnie – ciągłą bolączką polityków i politycznych komentatorów.

– twierdzi Jacek Wódz. – – wyjaśnia Marcin Król. – – tłumaczy.

– mówi Wódz. Podobnie jest w Europie. Praktycznie normą jest, że z udziału w wyborach rezygnuje ok. 30–50 proc. obywateli. Rezygnuje, bo za wyjątkiem kilku państw na świecie, jak Belgia, Wenezuela czy Australia, nie ma obowiązku głosowania.

Może brak zainteresowania polityką nie jest taki straszny. Arystoteles w „Polityce” ostrzegał, że zbytnio rozpolitykowane uczestniczące w demokratycznych procedurach masy obywateli stanowią bardziej zagrożenie niż dopełnienie demokracji. – – uważa Król.

Władza ludu

Słoweńska gospodarka już w 2011 r. zaczęła się chwiać. Rok temu wyraźnie było widać, że system bankowy potrzebuje pomocy, bo stopa złych kredytów zaczęła tak szybko rosnąć, że zagroziła gospodarce kraju. Rząd wpompował w lipcu 2012 r. 381 mln euro w największy krajowy bank i zaproponował utworzenie specjalnego funduszu, który przejmie niekorzystne kredyty w zamian za gwarantowane przez rząd obligacje. Pomysł uspokoił Komisję Europejską, ale nie spodobał się związkom zawodowym, które zażądały referendum w sprawie odrzucenia planu rekapitalizacji, co wiązałoby się z koniecznością wystąpienia przez Lublanę o bailout. Brzmi skomplikowanie? I taki był powód, dla którego na początku tego roku słoweński Trybunał Konstytucyjny odrzucił pomysł referendum. Sędziowie tłumaczyli, że decyzje makroekonomiczne o międzynarodowym znaczeniu ciężko poddawać pod powszechne głosowanie.

– tak na tę decyzję zareagował słynny słoweński socjolog Slavoj Żiżek. – – ironizował w styczniowym „Guardianie”.

Ale to, co w jego ocenie jest poważnym ograniczaniem praw obywateli do decydowania o samych sobie, dla innych jest właśnie realizacją tejże demokracji. Równie znany niemiecki socjolog i politolog Ralf Dahrendorf już kilka lat temu ostrzegał, że nie można zapominać o tym, iż wszelkie zmiany gospodarcze i polityczne zawsze prowadzą przez doliny łez, czyli okresy trudności, i to głównie ekonomicznych. Dowodził, że walczący o popularność politycy zrobią wiele, by wyborcy z ich powodu jak najmniej płakali, więc z chęcią przerzucają na obywateli najtrudniejsze wybory, podsuwając im pomysły referendum.

– ocenia Jacek Wódz.

Jeszcze ostrzejszy jest Marcin Król: –

Bat na polityków

– wyjaśnia Wódz. – – dodaje.

Taka też przebija opinia z najnowszej książki Ivana Krasteva „In Mistrust We Trust” („Wierzymy w brak wiary”). Argumentuje w niej, że ludzi zaczęło męczyć to, iż wybierani przez nich politycy – kiedy dochodzi do najtrudniejszych decyzji – ciągle przekonują, że „nie ma innego wyjścia”. Obywatele zaczynają więc się zastanawiać: skoro nie ma alternatywy, to czy jest sens głosować? W tej sytuacji nie powinien dziwić fakt, że coraz więcej ludzi jest zniechęconych do demokracji. Według niego im bardziej jesteśmy nieufni, tym mocniej patrzymy władzy na ręce i skupiamy się na jej transparentności. Zdaniem Krasteva zachodnia demokracja wymaga zmian. Ale nie pojedynczych, tylko całej strategii poprawienia funkcjonowania społeczeństwa i władzy.

– zauważa Marcin Król. Wielką karierę, szczególnie w środowiskach zainteresowanych społeczeństwem informacyjnym, robi ostatnio termin liquid democracy (demokracja płynna) – to system łączący zasady demokracji bezpośredniej z demokracją reprezentatywną.

W takim systemie każdy uprawniony do głosowania ma jeden głos i może głosować bezpośrednio lub oddać go osobie, którą uzna za godną zaufania. Delegacja może być w każdej chwili odebrana, a głos przekazany komuś innemu. Zwolennicy tej teorii zapewniają, że demokracja płynna ma wszystkie zalety demokracji bezpośredniej bez jej wad – głosujący ma pełną kontrolę nad każdą podejmowaną decyzją. – – podsumowuje Marcin Król.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj